Dlatego nie bądźcie nierozsądni, ale rozumiejcie, jaka jest wola Pańska. I nie upijajcie się winem, które powoduje rozwiązłość, ale bądźcie pełni Ducha, (List do Efezjan 5:17-18, Biblia Warszawska)
 
Kiedy po moim nowym narodzeniu zacząłem mówić innym, iż Bóg uwolnił mnie m. in. od nałogu alkoholowego, ludzie przecierali oczy ze zdumienia, mówiąc, iż nic nie wiedzieli o tym, że miałem problem z alkoholem. Ja też nie wiedziałem kiedyś, że upijanie się, średnio raz w tygodniu, jest dużym grzechem i problemem w moim życiu. Nie wiedziałem, że Bóg tego nienawidzi i ostro karci takie osoby jak ja na kartach Biblii. Nie czytałem tej księgi przecież, więc skąd miałem o tym wiedzieć? Co prawda zdawałem sobie sprawę z tego, że już po 2 piwach zaczynam zachowywać się inaczej, niż na trzeźwo i przestaję kontrolować, to co robię i to co mówię. Ale chęć oderwania się od problemów dnia codziennego zwyciężała... 
 

 

 

 

 

Czy byłem pijakiem wystającym pod budkami z piwem i śpiącym na ulicy, nie mogąc trafić do domu? O nie, ja piłem zawsze „kulturalnie” i w towarzystwie „na poziomie”. Im więcej zarabiałem, tym lepsze trunki piłem. Finlandia, widoczna na zdjęciu powyżej, była moją ulubioną wódką. Czy zatem w oczach Boga mój grzech wyglądał inaczej, niż grzech pijaka spod budki upijającego się tanim winem? Wtedy myślałem, że tak, że to gdzie pijesz i co pijesz sprawia wielką różnicę. Dzisiaj, dzięki Bogu wiem, że byłem w błędzie.

 

 

 

Albo czy nie wiecie, że niesprawiedliwi Królestwa Bożego nie odziedziczą? Nie łudźcie się! Ani wszetecznicy, ani bałwochwalcy ani cudzołożnicy, ani rozpustnicy, ani mężołożnicy, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą. A takimi niektórzy z was byli; aleście obmyci, uświęceni, i usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego. (1 list do Koryntian 6:9-11, Biblia Warszawska)

 

 

 

Tak, zostałem obmyty krwią Jezusa Chrystusa z wielu grzechów wymienionych powyżej, w tym z grzechu pijaństwa.

 

Zacząłem pić w liceum. Najpierw było to najczęściej piwko lub dwa z kolegami przy stole bilardowym. Wódki nie brałem do ust dość długo, w porównaniu z moimi rówieśnikami. Kiedy pierwszy raz, gdzieś chyba na działce u kolegi podczas oglądania meczu, upiłem się wódką, miałem od razu ostre zatrucie alkoholowe i ledwo wróciłem do domu następnego dnia. Niestety, nie odebrało mi to ochoty do picia mocnych trunków...

 

 

 

Potem w zasadzie każde urodziny, każde wesele, każda impreza, łączyły się zawsze z alkoholem. Przecież człowiek ma prawo do wyluzowania się i chwili przyjemności w tym dziwnym i okrutnym świecie – myślałem... Kiedyś jedno z wesel zakończyłem o godzinie 23 i Kasia musiała mnie odwieźć do domu. Najadła się wtedy dużo wstydu, a ja po prostu tłumaczyłem tę sytuację tym, że wódka była ciepła... Tak, zawsze znajdowałem wytłumaczenie, dlaczego upiłem się do nieprzytomności. Doszło do tego, że Kasia przed wyjściem na jakieś wesele, prosiła mnie, abym za dużo nie pił. Na co ja reagowałem oczywiście wielkim wzburzeniem, strofując ją za to, że traktuje mnie jak pijaka, którym oczywiście nie jestem!

 

 

 

Ile to razy spieraliśmy się z Kasią o to, kto będzie kierował samochodem, wracając od znajomych? Prawie zawsze wygrywałem, Kasię nie ciągnęło do alkoholu tak jak mnie, wiec przeważnie ustępowała. A ja się cieszyłem, że mam kierowcę i mogę spokojnie się bawić, nie myśląc o powrocie do domu... Myślę, że kilka razy jechałem autem pod wpływem alkoholu i wypada mi tylko podziękować Bogu, że nic złego się wtedy nie stało. Że nikogo nie potrąciłem, czy też nie spowodowałem wypadku. Moi koledzy mieli odbierane prawa jazdy za jazdę pod wpływem alkoholu. Mi się to nie przytrafiło. Nie dlatego, że byłem lepszy i prowadziłem zawsze na trzeźwo...

 

 

 

Nawet tak zwane "Święta Bożego Narodzenia" zawsze kojarzyły mi się z dwoma świątecznymi dniami z alkoholem. Oczywiście tym z górnej półki. W pracy starałem się już wcześniej brać jeden dzień wolny więcej po świętach, żeby „zregenerować” siły. Po prostu musiałem wytrzeźwieć...

 

 

 

Na jednej z ostatnich imprez przed moim nawróceniem, gdzie alkohol lał się strumieniami, doszło do przykrej sytuacji, w której jeden z uczestników przewrócił sprzęt muzyczny na podłogę, a ja byłem gotowy pobić go za to. Dlaczego tak się stało? Dziś wiem, alkohol... Wtedy obarczyłem winą za to tylko tego człowieka. Dziś wiem, że to ja zorganizowałem tę imprezę i byłem równie winny, co on.

 

 

 

Wiele osób pyta mnie o to, czy baptyści nie mogą pić alkoholu i czy z tego powodu ja się strasznie męczę, nie mogąc pozwolić sobie na picie? Z tego co wiem o baptystach, to nie ma takiego zakazu. Ale dla mnie nie ma to żadnego znaczenia. Na takie pytania zwykle odpowiadam wersetem z Pisma, z listu Apostoła Pawła do Koryntian:

 

 

 

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, lecz ja nie dam się niczym zniewolić.  (1 list do Koryntian 6:12, Biblia Warszawska)

 

 

 

Byłem zniewolony przez alkohol, dzięki Jezusowi już nie jestem. Nie upijam się, bo nie chcę się upijać, a nie dlatego, że nie mogę. Wiem co dla mnie zrobił Jezus na krzyżu i wiem, że mój grzech pijaństwa i inne grzechy będące skutkiem upijania się, przyczyniły się do jego śmierci. To dla mnie wystarczający powód, aby nie upijać się.

 

 

 

Czy Biblia zabrania całkowicie używania alkoholu? Otóż nie. Biblia zabrania upijania się, ale w celach zdrowotnych Bóg nawet zaleca używanie wina. Apostoł Paweł tak napisał do Tymoteusza:

 

 

 

Samej wody już nie pij, ale używaj po trosze wina ze względu na twój żołądek i częste twoje niedomagania. (1 List do Tymoteusza 5:23, Biblia Warszawska)

 

 

 

Wielu Chrześcijan niestety źle interpretuje i wykorzystuje ten fragment, usprawiedliwiając tym swoje picie alkoholu. Gdzie jest granica między upiciem się a użyciem wina w celach zdrowotnych? Ja osobiście pozwalam sobie na pół lampki czerwonego wina z okazji jakichś uroczystości, czy też po prostu wtedy, gdy czuję się słabiej i chcę poprawić swoje krążenie krwi. Sądzę, że w 2009 r. łącznie wypiłem około 4 lampki wina. Przed moim nawróceniem, podczas jednej imprezy potrafiłem wypić 6 butelek piwa, czy pół litra wódki. Tak ja rozumiem słowa Apostoła Pawła i różnicę, pomiędzy upijaniem się, a spożywaniem wina po trosze. Od maja 2008 r., kiedy narodziłem się na nowo, nie upiłem się ani razu, co ma tylko pozytywne skutki w moim życiu i moim zdrowiu.

 

 

 

Ogólnie przyjęte jest i wypowiadane przez wielu alkoholików po terapiach odwykowych, że alkoholikiem jest się przez całe życie, nawet jak już przestanie się pić. Jeśli wierzy się w swoją silną wolę i różne terapie, włącznie z grupami wsparcia AA, to wtedy jest to prawda. Ludzie nawet po 20 latach trzeźwości potrafią wrócić do picia, niestety... Jednak kiedy to Jezus uwalnia cię od nałogu, to robi to raz na zawsze. Znam wiele osób, które Bóg uwolnił od różnych nałogów (papierosów, alkoholu, narkotyków) i te osoby już do tego nie wracają. Po prostu nie czują takiej potrzeby i nie muszą walczyć dzień w dzień o to, żeby nie pić czy nie palić, tak jak to jest po terapiach. Dla Boga nie ma bowiem rzeczy niemożliwych i może uwolnić swoje dziecko od wszystkiego.

 

 

 

 

Może myślisz sobie czytelniku, że wszystko jest dla ludzi i nie ma nic złego w dobrej zabawie z wykorzystaniem alkoholu. Często właśnie takie słowa słyszę. Zastanów się jednak nad tym, jak wiele zła dzieje się chociażby w naszym kraju z powodu upijania się. Większość wypadków samochodowych jest spowodowanych przez pijanych kierowców, większość przemocy w domach wobec żon i dzieci jest spowodowana przez ten straszliwy nałóg. Czy Ty nigdy nie żałowałeś niczego, co być może zrobiłeś pod wpływem alkoholu? Czy nigdy nie miałeś kaca moralnego? Ja go miałem wielokrotnie i do dziś wstyd mi za niektóre wydarzenia, które stały się przez mój grzech, przez nadużycie alkoholu. Chciałbym, żeby Polacy przestali się upijać, czy ty też tego chcesz?

 

 

 

Dlaczego podzieliłem się z Tobą czytelniku tym wszystkim? Po prostu chcę zwrócić Twoją uwagę na grzech, który być może jest w Twoim życiu i za który kiedyś będziesz musiał odpowiedzieć przed Bogiem. Może to być alkohol i upijanie się, a może jest to bałwochwalstwo, chciwość czy kłamstwo... To nie ma znaczenia. Jeśli ze swoimi grzechami nie przyjdziesz do Jezusa, to staniesz kiedyś na Sądzie Bożym i trafisz do piekła.

 

 

 

Alkohol jest narzędziem diabła i przyjacielem świata. Gdy rodzisz się na nowo, żyjesz ciągle na tym świecie, ale nie należysz już do świata. Należysz do Jezusa Chrystusa, który drogo kupił Cię własną krwią. Zatem nie możesz być już w szponach używek, takich jak alkohol... Możesz być np. na weselu z alkoholem, ale nie możesz się tam upijać z innymi gośćmi. Symboliczna lampka szampana wystarcza w zupełności, a i bez niej wesele jest radosnym wydarzeniem.

 

 

 

A kim Ty jesteś czytelniku? Przyjacielem świata, czy Boga? Te dwie przyjaźnie nie chodzą z sobą w parze...

 

 

 

Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem, to wrogość wobec Boga? Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga. (List Jakuba 4:4, Biblia Warszawska)

 

 

 

Amen