Kim jesteś? Lwem, bobrem, wydrą, a może seterem? Wg niektórych psychologów każdego człowieka na świecie można wrzucić w szufladkę z nazwą i cechami jednego z ww. zwierzątek. A do tego potrzebny jest tylko jeden test z kilunastoma pytaniami na tak i nie, wraz z tabelą odpowiedzi. To nie jest nowa psychologiczna teoria. Kiedyś każdy był cholerykiem, sangwinikiem, melancholikiem lub flegmatykiem. Dziś psychologia urozmaiciła te mglisto brzmiące pojęcia, zastępując je nazwami zwierząt. A ja dowiedziałem się o tym na jednym ze szkoleń z pracy, gdzie miałem wątpliwą przyjemność spędzić trochę czasu z panem psychologiem oraz lansowanymi przez niego teoriami. Jak to jest z tymi temperamentami i jak to się ma do Słowa Bożego?


 

Pierwszym, który zdefiniował temaperamenty człowieka, uzależniając je od przewagi jedngo z "soków" w organizmie (krwi, żółci, śluzu zwierzęcego, czarnej żółci), był Hipokrates, urodzony około 460 lat przed Chrystusem. Na przestrzeni kolejnych setek i tysięcy lat, inni ludzie, tacy jak np. Iwan Pawłow, czy Carl Gustaw Jung, korzystali z tych wcześniejszych "odkryć" i wprowadzali kolejne. Jung wprowadził np. pojęcia introwersji i ekstrawersji, które w całości oparte są właśnie na podstawie teorii temperamentów. Dzisiaj "naukowcy" nie są całkowicie zgodni, co do tematu temperamentów, który to temat ciągle się zmienia, wraz z kolejnymi "odkryciami" psychologicznymi w tym zakresie. Niektórzy psychologowie nawet całkowicie porzucili teorię czterech temperamentów. Ale są też tacy, jak pan psycholog z mojego szkolenia, którzy lansują tę teorię na całego.

 

Cóż złego jest w obserwacji zachowań ludzkich i nazywania tego w określony sposób? Z pozoru nic. Każdy z nas nieraz przecież mówił o kimś na przykład: "on ma wesołe usposobienie" lub "ona zazwyczaj jest taka zamyślona". Dzisiaj jednak psychologiczne teorie o temperamentach zaszły już tak daleko, że wg psychologów posiadane temperamenty determinują postawę każdego człowieka, która w odniesieniu do danego temperamentu jest łatwa do przewidzenia. I tak na szkoleniu usłyszałem na przykład, że dany człowiek reaguje gwałtownie na daną sytuację, wydając niedopuszczający sprzeciwu spontaniczny osąd, po prostu dlatego, że jest lwem (cholerykiem). Ale co w tym najciekwasze, taka gniewna reakcja danego człowieka nie wynika wg psychologa ze złych intencji danej osoby, a wynika po prostu z posiadanego temperamentu! Cóż za wspaniałe psychologiczne usprawiedliwienie! W ten sam sposób można usprawiedliwić każde złe zachowanie danego człowieka, wynikające ze "słabych" stron posiadanego temperamentu.

Dzisiaj grzech został zamieniony na słabość wynikającą z posiadanego temperamentu. "Mocne" i "słabe" strony poszczególnych temperamentów można zobaczyć np. na stronie Ośrodka Psychoedukacyjnego ASYLON, w dokumencie "Typologia temperamentów".

 

Usprawiedliwianie własnych grzechów jest czymś na porządku dziennym w podejściu psychologicznym. Biblia jednak stawia sprawę grzechu zupełnie inaczej. Paweł napisał do Koryntian:

"Opamiętajcie się nareszcie i nie grzeszcie; albowiem niektórzy nie znają Boga; dla zawstydzenia waszego to mówię."

A do Rzymian:

 "Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć"

 

Natomiast do Galatów Paweł w natchnieniu Ducha Świętego napisał bardzo mocno na temat grzechów:

"Jawne zaś są uczynki ciała, mianowicie: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary, wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, odszczepieństwo, zabójstwa, pijaństwo, obżarstwo i tym podobne; o tych zapowiadam wam, jak już przedtem zapowiedziałem, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą."

 

I równie mocno napisał na temat owoców Ducha Świętego, których przejawianie powinno być codziennością tego, kto Ducha Świętego otrzymał.

Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość. Przeciwko takim nie ma zakonu.

W Biblii nigdzie, zupełnie nigdzie nie znajdziemy usprawiedliwiania grzechu człowieka. Przykazania Boże są jasne: należy postępować sprawiedliwie, a wystrzegać się grzechu. 

 

Człowiek od tysięcy lat stara się poznać samego siebie. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. I tak jak Hipokrates badał ludzkie temperamenty i wyciągał wnioski, tak też dzisiaj psychologowie robią dokładnie to samo. Nikt już co prawda nie powołuje się dzisiaj na "soki" w organizmie, jakoby to one miały by być przyczyną posiadanego temperamentu. Teraz o wszystkim lub prawie wszystkim mają decydować sprawy biologiczne - geny. Z tego co czytam w internecie, to większość z psychologów uważa, że temperamentu nie można zmienić, bo jest on uwarunkowany genetycznie (biologicznie). Zmieniać możemy ponoć jedynie charakter. Ale jednak najnowsze "odkrycia" psychologiczne pokazują, że nasz temperament w części jest uzależniony genetycznie i tu nie podlega zmianie, lecz w części jest uwarunkowany środowiskiem, w którym żyjemy, stąd już może ulec przynajmniej pewnym modyfikacjom. Powyższe stwierdzenia wyczytałem w wywiadzie z prof. Włodzimierzem Oniszczenką - pracownikiem Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Tytuł wywiadu: "Temperament można zmieniać". Wnioski prof. Oniszczenki wynikają z wieloletnich badań "naukowych".

 

Jak widać człowiek poznaje cały czas samego siebie i ciągle odkrywane są coraz to nowe rzeczy. Skąd zatem pewność, że to co mówią dzisiaj psychologowie na temat temperamentu człowieka jutro nie okaże się kłamstwem? Dla mnie nie jest to żadna nauka, tylko spekulacje. A tak sie dzieje zawsze, gdy nauka wchodzi w kompetencje Boga.

 

W Biblii Bóg nie zachęca nas do poznawania samych siebie, ale zachęca nas do poznawania Jego Osoby przez Jego Słowo.

Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą bezbożnych Ani nie stoi na drodze grzeszników, Ani nie zasiada w gronie szyderców, Lecz ma upodobanie w zakonie Pana I zakon jego rozważa dniem i nocą. (Ks. Psalmów 1:1-2)

 

Bohaterowie biblijni do Boga zwracali się z prośbą, aby to Stwórca badał ich serca i myśli, aby to sam Bóg dokonywał oceny stanu, w jakim się znajdowali. Dzisiaj wiekszość luzi nie chce wiedzieć, co myśli o nich Bóg, a wolą ustalić to sami, coraz częściej za pomocą poradni psychologicznej. Przeoczają jednak, że tylko Bóg zna prawdę o każdym człowieku.

Badaj mnie, Boże, i poznaj serce moje,Doświadcz mnie i poznaj myśli moje! I zobacz, czy nie kroczę drogą zagłady,A prowadź mnie drogą odwieczną! (Ks. Psalmów 139:23-24)

Bądź mi sędzią, Panie, bo chodziłem w niewinności I zaufałem Panu. Nie zachwieję się! Zbadaj mnie, Panie, i doświadcz, Poddaj próbie nerki i serce moje! Bo mam przed oczyma łaskę twoją I postępuję w prawdzie twojej. (Ks. Psalmów 26:1-3)


Zalecenia psychologów są inne. I tak na przykład w prezentacji dotyczącej wybierania nowego miejsca pracy i zwiększania swoich szans w dostaniu się na nie czytamy, iż trzeba najpierw poznać siebie i swój temperament, a następnie demonstrować pożądane przez pracodawcę cechy temperamentu (link). Duży problem zaczyna się wtedy, gdy dany pracodawca ceni sobie te "słabe" cechy danego temperamentu, które Biblia nazywa grzechem. Pracodawca może sobie cenić na przykład takiego kierownika, który użyje wszelkich sposobów, aby utrzymać pracowników w tak zwanych ryzach. Wówczas cecha temperamentu lwa (choleryka), jak wybuchowa postawa, czy wydawanie spontanicznych, nieznoszących sprzeciwu sądów i ocen, nawet raniąc przy tym innych, będzie tutaj wielce porządana.

 

Czy zatem faktycznie należy poznać swój temperament i demontrować takie cechy, które podobają się innym? Czy starając się o pracę nie jest rzeczą ważniejszą uczciwość, sumenność, sprawiedliwość, posiadana wiedza?

 

Chrześcijanie - żyjący i pracujący zgodnie z nauką Pana Jezusa, są na dłuższą metę bardzo cenionymi pracownikami, bez względu na posiadane przez nich cechy tak zwanego temperamentu. Taki pracownik jest zawsze uprzejmy, nie kradnie, nie kłamie, jest łagodny, cierpliwy, radosny... Przecież taki pracownik to prawdziwy skarb dla pracodawcy! Ja sam jestem kierownikiem i powierzono mi zarządzanie kilkunastoosobowym wydziałem. Zgodnie z psychologiczną nauką o czterech temperamentach powinienem nie tylko poznać dobrze swój temperament, ale także temperament każdego z moich pracowników, tak aby jak najlepiej nimi kierować i wykorzystywać do osiągnięcia celów organizacji. Lecz ja patrzę na każdego człowieka indywidualnie, stawiając na pierwszym miejscu uczciwość każdego pracownika.

Jest to w kontrze do słów pana psychologa z mojego szkolenia, który powiedział wprost, że aby osiągnąć cele organizacji można kłamać. Powiedział też, że cele organizacji są ważniejsze od wartości wyznawanych przez daną osobę. "Wartości trzeba zostawić w domu" - taką dewizę sprzedał nam pan psycholog.

Moja dewiza jest inna: "Kieruj się Bożymi standardami w domu i w pracy", nawet jeśli przez to z tej pracy cię wyrzucą.

 

Na koniec chciałbym zasygnalizować jeszcze jeden, bardzo niepokojący fakt. Teoria o czterech temperamentach i konieczności poznawania samego siebie coraz śmielej poczyna sobie w Kościele. To jest bardzo smutne, gdy ludzie wierzący, studiujący Biblię, przyjmują jednocześnie światowe, psychologiczne teorie. Coraz częściej można również w Kościele usłyszeć usprawiedliwianie swojej niewłaściwej postawy względem innych posiadanym temperamentem. Coraz częściej chrześcijanie zauważają dany temperament w danej postaci biblijnej. Taką teorię lansuje na przykład Tim LaHaye. O jego "odkryciach" dotyczących temperamentów i Biblii możemy przeczytać w krytycznym artykule na stronie Tiqva "Tim LaHaye i cztery temperamenty".

 

Świat zawsze wymyslał rozmaite teorie, które później sam obalał. Ludzie wymyślili teorię o czterech temperamentach, a szatan zręcznie to wykorzystuje, aby odwrócić uwagę człowieka od uznania swojej grzeszności i od Boga. Pan Jezus nie nauczał nikogo o temperamentach. Biblia milczy na ten temat. Pan Jezus wzywał wszystkich do upamętania i poddania się Bożej woli. 

A co ty zrobisz, czytelniku? Bezwiednie będziesz przyjmował teorię o lwach, wydrach, bobrach i seterach? Czy też otworzysz Biblię i sam sprawdzisz, co o tobie myśli Bóg i do czego cię wzywa.

 

Ja oczywiście zachęcam do tego drugiego.