Biada wam, gdy wszyscy ludzie dobrze o was mówić będą; tak samo bowiem czynili fałszywym prorokom ojcowie ich. (Ew. Łukasza 6:26)

 

Chyba każdy człowiek lubi być chwalony. Nie podoba nam się zwykle to, gdy ktoś mówi o nas źle, gdy nas krytykuje. Zazwyczaj robimy bardzo wiele, aby innym się przypodobać. Ale czy tak samo powinno być w życiu człowieka wierzącego w Jezusa Chrystusa i naśladującego z całego serca swojego Pana?

A co z głoszeniem ewangelii? Już nieraz słyszałem, że aby grzeszny człowiek nawrócił się do Chrystusa, musi najpierw poczuć się fajnie wśród ludzi wierzących, a dopiero potem, po zbudowaniu takiego pomostu przyjaźni, należy takiemu człowiekowi głosić pełną ewangelię, łącznie z tymi okropnymi pojęciami, jak piekło, sąd ostateczny, wieczne potępienie, a wtedy ten człowiek zapewne nawróci się do Chrystusa. Czy jednak takie podejście jest biblijne?


Czy prawdziwy chrześcijanin, żyjący w sprawiedliwości i bojaźni Bożej, powinien zabiegać o to, aby wszyscy o nim dobrze mówili? Czy zawsze powinien cieszyć cię z oklasków?


W kontekście przytoczonego przeze mnie wersetu z Ew. Łukasza znajdujemy napomnienia Pana Jezusa, takie jak: biada wam bogaczom, biada wam, którzy teraz jesteście nasyceni, biada wam, którzy teraz się śmiejecie. Znajdujemy też błogosławieństwa: błogosławieni ubodzy, łaknący, płaczący, znienawidzeni przez ludzi z powodu Jezusa Chrystusa...


Pan Jezus ostrzega, że źle się dzieje z jego naśladowcą, gdy WSZYSCY o nim mówią dobrze. Co to może oznaczać? Wystarczy spojrzeć na życie samego Jezusa. Czy wszyscy go kochali? Czy wszyscy o nim dobrze mówili? Czy wszyscy traktowali go jak przyjaciela? Wręcz przeciwnie. Był znienawidzony przez faryzeuszy słuchających jego nauki. Był niezrozumiany przez własną rodzinę. Był opuszczany przez wielu uczniów, z powodu "twardej mowy", której oni nie chcieli słuchać. Cierpiał prześladowania i został ostatecznie ukrzyżowany, chociaż nie znaleziono żadnego grzechu w Jego życiu.

 

Pan Jezus zawsze był posłuszny Ojcu. Wzywał do upamiętania grzeszników i piętnował fałszywą naukę. Nigdy nie szedł na kompromis ze światem i nie dążył do podobania się światu. Jego celem było pełnienie woli Ojca, we wszystkim i bez względu na konsekwencje. On wzywa nas dzisiaj, abyśmy szli w Jego ślady.

Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i naśladuje mnie. (Ew. Marka 8:34)

 

Przy tym lojalnie nas ostrzega:

Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą; jeśli słowo moje zachowali i wasze zachowywać będą. A to wszystko uczynią wam dla imienia mego, bo nie znają tego, który mnie posłał. (Ew. Jana 15:20-21)

Nie jest uczeń nad mistrza ani sługa nad swego pana; wystarczy uczniowi, aby był jak jego mistrz, a sługa jak jego pan; jeśli gospodarza Belzebubem nazwali, tym bardziej jego domowników! (Ew. Mateusza 10:24-25)

 

Wniosek jest jeden. Kto faktycznie żyje zgodnie z Bożą wolą, kto faktycznie naśladuje życie Pana Jezusa, ten nie będzie podobał się wszyskim dookoła. I tak powinno być. Jednak jednocześnie należy pamiętać, że nie dobrze jest, gdy ludzie źle o nas mówią i ciemiężą chrześcijanina z powodu złego postępowania. Apostoł Piotr tak napisał:

Bo jakaż to chluba, jeżeli okazujecie cierpliwość, policzkowani za grzechy? Ale, jeżeli okazujecie cierpliwość, gdy za dobre uczynki cierpicie, to jest łaska u Boga. (1 List Piotra 2:20)

 

A jak jest z głoszeniem ewangelii? Czy dobre i właściwe jest to, gdy po głoszeniu ewangelii grzesznikom oni klepią nas po placach i stwierdzają, że fajnie się poczuli?

Spójrzmy chociażby na Apostoła Pawła. Gdy głosił ewangelię Grekom na Areopagu, nie chcieli oni nawet wysłuchać go do końca. Zmartwychwstanie i sąd były czymś, o czym nie chcieli słuchać. Ktoś być może powie, Paweł się rozpędził, przecież mógł podczas pierwszego przemówienia powiedzieć tylko część ewangelii, aby zbudować jakąś nić porozumienia - pomost, dzięki któremu znów by go zaproszono do przemawiania. Ale tak się nie stało.

 

Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali, gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych. A gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni naśmiewali się, drudzy zaś mówili: O tym będziemy cię słuchali innym razem. I tak Paweł wyszedł spośród nich. (Dzieje Apost. 17:30-33)

 

Jednak pomimo tego, że większość nie chciała Pawła dalej słuchać, że większości ludzi Paweł i jego mowa nie spodobały się, to jednak kilka osób przyłączyło się wówczas do niego, chcąc dalej słuchać nauki o Jezusie Chrystusie.

W innych miejscach czytamy, jak Paweł, głoszący w odwadze pełną ewangelię był kamienowany, więziony, bity... Czytamy też o Szczepanie, który zaraz po tym, jak powiedział pełną ewangelię został za to zabity.

 

Dzisiaj znany pastor Rick Warren, w ramach swojego bratania się z muzułmanami, nawołuje do tworzenia mostów przyjaźni i miłości z niewierzącymi, tak to wyjaśniając:

"Jako ewangelista dużo czasu poświęcam na rozmowy z niewierzącymi. Nie da się zdobyć dla Chrystusa swoich wrogów, tylko przyjaciół. Więc musimy budować mosty przyjaźni i miłości z tymi, którzy wierzą inaczej, aby Jezus mógł przejść tymi mostami do ich serc."

 

Ten sam pastor w swych publikacjach "świadomych celów" zachęca na przykład do grania na nabożeństwach takiej muzyki, jaka podoba się grzesznikom z otoczenia danego kościoła.

 ''Wybór stylu muzyki, jaką zastosujecie na waszych nabożeństwach będzie jedną z najistotniejszych i najbardziej kontrowersyjnych decyzji w życiu waszego kościoła (…) Musicie dostosować muzykę do takiego rodzaju ludzi, do jakich wasz kościół ma dotrzeć (...). Muzyka jaką gracie, ustawia wasz kościół w lokalnej społeczności i definiuje, kim jesteście. Będzie ona decydować o rodzaju ludzi jakich przyciągniecie, jakich zatrzymacie i jakich utracicie''.

 

Rick Warren praktykuje takie oto podejście w Kościele, skoncentrowane na "kliencie":

"Koncentracja na perspektywie klienta przynosi pewny sukces gdyż ludzie kupują bo czują się usatysfakcjonowani. Gdy ten sam proces stosuje się w kościele, okazuje się że też działa. Za pomocą ankiet i sondaży kościół określa odczuwalne potrzeby osób niewierzących, potem wystarczy tylko wyjść na przeciw ich pragnieniom czyli odpowiednio modelować nabożeństwa i zadowalać konsumenta muzyką i treściami które chce on usłyszeć." (źródło - artykuł Prowadzeni przez Ducha, czy świadomi celu?)

 

Tak, wiele razy już słyszałem, że dzisiaj niezbędną rzeczą jest budowanie pomostów łączących nas z niewierzącymi, bo bez tego ewangelia do nich nie trafi. Ale czy o takich pomostach wspomina Pismo Święte? Czy takie pomosty budowane były przez pierwszych głosicieli Dobrej Nowiny? W pierwszym "kazaniu" zapisanym w Dziejach Apostolskich, Piotr, mówiąc bezkompromisowo ewangelię, zwrócił się do słuchaczy m. in. tak:

 

Mężowie izraelscy! Posłuchajcie tych słów: Jezusa Nazareńskiego, męża, którego Bóg wśród was uwierzytelnił przez czyny niezwykłe, cuda i znaki, jakie Bóg przez niego między wami uczynił, jak to sami wiecie, gdy według powziętego z góry Bożego postanowienia i planu został wydany, tego wyście rękami bezbożnych ukrzyżowali i zabili; (Dzieje Apost. 2:22-23, Biblia Warszawska)

Niechże tedy wie z pewnością cały dom Izraela, że i Panem i Chrystusem uczynił go Bóg, tego Jezusa, którego wy ukrzyżowaliście. A gdy to usłyszeli, byli poruszeni do głębi i rzekli do Piotra i pozostałych apostołów: Co mamy czynić, mężowie bracia? A Piotr do nich: Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego. (Dzieje Apost. 2:36-38)

 

Powstaje pytanie, czy nie było to zbyt ostre, aby tak otwarcie mówić słuchającym Żydom o ich grzechach? Czy Piotr na pewno przemyślał swoją strategię głoszenia ewangelii w tamtej chwili? Czy słuchający byli przyjaciółmi Piotra? Czy Piotr zbudował wcześniej jakikolwiek pomost? Nic z tych rzeczy. Piotr po prostu mówił prawdę, zarówno o Mesjaszu, jak też o wrogach Jezusa Chrystusa, którzy go ukrzyżowali. I co się stało?

Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz. (Dzieje Apost. 2:41)

 

Pan Jezus dużo czasu spędzał ze zwykłymi grzesznikami. Nie stronił od nich, ale się do nich zbliżał. Czy jednak robił to po to, aby budować jakiś pomost, pomiędzy Nim a nimi? Nie, on był wśród nich, aby wzywać ich do upamiętania. I oni o tym doskonale wiedzieli. Pan Jezus powiedział:

Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, co się źle mają; nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzeszników. (Ew. Marka 2:17)

 

Czy ewangelia o Jezusie Chrystusie potrzebuje jakichkolwiek pomostów, aby mogła być przyjęta przez słuchaczy? Czy ewangelia potrzebuje jakichkolwiek dodatków i to podobających się grzesznikom? Nie. Sama ewangelia jest przecież mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy. Bóg ma moc zbawić grzesznika przez ewangelię, bez względu na to, czy jest on nastawiony do głoszących Słowo negatywnie, czy pozytywnie, czy jest ich przyjacielem, czy wrogiem. Bez względu na to, jakiej grzesznik słucha muzyki.

Grzesznicy słuchający ewangelii nie tylko nie mają poczuć się fajnie, a mają gorzko zapłakać nad swoimi grzechami. Bez upamiętania grzesznika nie będzie jego nawrócenia. Dla Kościoła pierwszego wieku było to oczywiste. Tak przedstawiają nam to Dzieje Apostolskie. Nie dajmy się nabrać na to, że dzisiaj są "inne czasy" i dlatego trzeba nam w dziele ewangelizacji działać inaczej.

Nie mamy prawa sądzić, że aby dotrzeć do świata z ewangelią, świat musi nas najpierw polubić, czy wręcz pokochać. To kłamstwo! Wierzący mają docierać do grzeszników z ewangelią, pomimo tego, że świat ich nienawidzi.

Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi. (Ew. Jana 15:19)

 

I właśnie każdy wierzący, znienawidzony przez świat, jest posłany przez Jezusa, aby głosić Dobrą Nowinę. Nie wykręcajmy tych prostych prawd biblijnych. Nie cieszmy się z tego, że grzesznik po zwiastowaniu ewangelii czuje się fajnie. Oznacza to bowiem najczęściej to, że głosimy ewangelię rozwodnioną i niepełną. Taka ewangelia doprowadzić do zbawienia nikogo nie może.

 

Pamiętajmy, że:

przyjaźń ze światem, to wrogość wobec Boga. Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga. (List Jakuba 4:4)

Pamiętajmy, że cel nie uświęca środków. Nie można stawać się przyjacielem świata, nawet w celu głoszenia mu Dobrej Nowiny.

Bądźmy jako dzieci Boże, narodzone na nowo z Ducha Świętego, przyjaciółmi Boga. Okazujmy Bogu posłuszeństwo i nie ignorujmy Jego ostrzeżeń. Powtórzę za Panem Jezusem jeszcze raz:

 

Biada wam, gdy wszyscy ludzie dobrze o was mówić będą!

 

Amen

 

p.s. Zachęcam też do obejrzenia króciutkiego fragmentu z kazania Paula Washera, pt. "Zła ewangelizacja". Mi to dało kiedyś mocno do myślenia.