"Z niewyjaśnionych przyczyn kierowca mercedesa zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się czołowo z nadjeżdżającym samochodem marki renault. Zginęła pasażerka osobowego renault a obaj kierowcy z obrażeniami zostali przewiezieni do szpitala" - poinformował January Majewski z Mazowieckiej Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu. Dodał, że prawdopodobnie jedną z przyczyn wypadku była gęsta mgła, która ograniczała widoczność na drodze. Do wypadku doszło na DK10 w miejscowości Szumanie (woj. mazowieckie), około godziny 8:00 rano na trasie Warszawa-Bydgoszcz. (źródło informacji)

W powyższym wpisie nie ma nic niezwykłego. Przecież codziennie, niestety, zdarzają się tragiczne wypadki drogowe, w których giną ludzie. Tym razem jednak wszystko wydarzyło się prawie na moich oczach, gdy wraz z bratem w Chrystusie Darkiem jechałem moim samochodem do Torunia. Około 10 sekund po wypadku, widząc we mgle dym unoszący się ponad autami, zatrzymaliśmy się. Chcieliśmy pomóc, tak jak umieliśmy. Wszystko odbywało się bardzo szybko... Niestety, 60 letnia kobieta, żona kierowcy Renault, nie odzyskała przytomności i zmarła na oczach naszych i swojego męża. Pogotowie, które przybyło jakieś 20 minut później, mogło już tylko stwierdzić zgon. Czy była ona gotowa na śmierć? Czy ja jestem na nią gotowy? Czy w ogóle można się do śmierci przygotować?


 

Młodzi ludzie zazwyczaj żyją beztrosko, nie zastanawiając się i nie czekając na śmierć. Sądzą, że będą żyć 100 lat! Młody chłopak, który spowodował wypadek, mówił przez telefon: "Nie wierzę, że to zrobiłem! Nie wierzę, że to przytrafiło się właśnie mi!" Zapewne sądził, że wypadki się zdarzają, ale innym... Nie oczekiwał tego wydarzenia w ten mglisty piątkowy poranek. Starsi ludzie zazwyczaj więcej myślą o śmierci. Piszą testamenty, stają się bardziej religijni, niektórzy wykupują zawczasu miejsce na cmentarzu... Nie wiem, czy i jakie kroki w kierunku przygotowań na śmierć poczyniło starsze małżeństwo, jadące Renault. Wiem jednak, że ludzie zazwyczaj w kontekście śmierci myślą o tym, co po sobie pozostawią tutaj na ziemi. A na swoją przyszłość - na życie po śmierci cielesnej, patrzą z wielkim znakiem zapytania. "Kto to może wiedzieć, co będzie potem?" i "Jakoś to będzie, przecież nie byłem złym człowiekiem" - mówią. 

Ale czy wieczność człowieka jest niewiadomą? Nie! Czytając Pismo Święte odkrywamy przyszłość. Dowiadujemy się tego, co będzie z tymi, którzy wierzyli i pokładali ufność w Jezusie Chrystusie oraz z tymi, którzy umiłowali siebie i pomarli w swoich grzechach.

Wierzę, na podstawie Słowa Bożego, że życie człowieka to coś więcej niż ciało. Wierzę, że każdy ma nieśmiertelną duszę. Ale co się stało z duszą kobiety, która zmarła? Gdzie teraz jest? Ona już to na pewno wie! Pismo Święte mówi, że ludzie wierzący gdy umierają, zasypiają w Chrystusie i idą do Pana. Czekają na "pierwsze zmartwychwstanie". 

Błogosławiony i święty ten, który ma udział w pierwszym zmartwychwstaniu; nad nimi druga śmierć nie ma mocy, lecz będą kapłanami Boga i Chrystusa i panować z nim będą przez tysiąc lat. (Obj. 20:6)

Dusze pozostałych ludzi, którzy nie wierzyli, idą do krainy umarłych, gdzie oczekują na kolejne, "drugie zmartwychwstanie" i Sąd Boży. (zob. Obj. 20:11-15). Nie mają oni udziału w pierwszym zmartwychwstaniu. Każdy człowiek (wierzący i niewierzący) zmartwychwstanie, ale nie w tym samym czasie.

W tym miejscu polecam do przeczytania artykuł "7 cudów piekła", w którym autor przybliża temat wiecznego zatracenia niewierzących.

 

Wierzę, że gdybym to ja miał wypadek i zginął w piątek 14 września, byłbym z Chrystusem i czekał teraz na pierwsze zmartwychwstanie i przemienienie ciał. Apostoł Paweł tak pisał do Tesaloniczan o tych, którzy umarli w Chrystusie:

A nie chcemy, bracia, abyście byli w niepewności co do tych, którzy zasnęli, abyście się nie smucili, jak drudzy, którzy nie mają nadziei. Albowiem jak wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, tak też wierzymy, że Bóg przez Jezusa przywiedzie z nim tych, którzy zasnęli. (1 Tes. 4:13-1)

Skąd mam taką pewność? Wypływa ona z tego, że w maju 2008 r. narodziłem się na nowo i stałem się dzieckiem Bożym. Moja żona nie będzie w niepewności co do mojego losu, gdy umrę - zasnę w Chrystusie.

 

Zgodnie z Bożą wolą ciągle żyję w tym ciele na tej ziemi. To nie przypadek! Moja modlitwa o bezpieczną podróż do Torunia i powrót została wysłuchana. Ale wiem, że kiedyś nadejdzie koniec. Wiem, że któregoś dnia Bóg zadecyduje o końcu mego życia. 

Czy zatem jestem gotowy na śmierć? Nie mam spisanego testamentu i nie mam wykupionego grobu... Moje imię niewiele znaczy na tej ziemi, nie jestem sławny... Nie dorobiłem się wielkiego majątku i prawdopodobnie nie zapewnię beztroskiej przyszłości moim dzieciom. Ale jestem gotowy na śmierć, gdyż wierzę w Syna Bożego. Wierzę w to, że Jezus poniósł moje grzechy na krzyż i gniew Boży już na mnie nie ciąży. Mam życie wieczne! Czy jest coś ważniejszego w oczekiwaniu na śmierć?

Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim. (Ew. Jana 3:36)

 

Czy Ty jesteś gotowy na śmierć? Czy wierzysz w zmartwychwstanie, a jeśli tak, to na które zmartwychwstanie czekasz?

 

 

Amen