Na początku chciałbym odpowiedzieć na postawione wyżej pytanie. Oczywiście, że nie. I jest to moim zdaniem olbrzymi problem milionów ludzi na całym świecie. W moich wcześniejszych artykułach podawałem cytaty ze Słowa Bożego, w których Chrystus mówi, co należy zrobić, aby być zbawionym. W żadnym z nich nie ma mowy o konieczności bycia w jakiejkolwiek organizacji.

 

 

Kiedyś chodziłem do Kościoła Katolickiego. Wtedy myślałem, że kościół załatwi za mnie sprawę mojego zbawienia. Myślałem, że otrzymując chrzest, komunię i bierzmowanie, jestem na dobrej drodze do życia wiecznego, ewentualnie po odbyciu pokuty w czyśćcu. Wierzyłem w to, że kościół znając Biblię, przekazuje mi wiedzę potrzebną do zbawienia. Nie czułem potrzeby sięgnięcia do źródła w celu sprawdzenia, czy jest wszystko ok. Nie czytałem Biblii. To było bardzo wygodne i proste. W końcu ja miałem lat kilkanaście, a kościół był „od zawsze”. Nie śmiałem polemizować wówczas z jego doktrynami...

 

 

Będąc w liceum przestałem chodzić do kościoła. Uznałem, że Bóg jest tylko dobrem i że moja frekwencja na mszach nie będzie miała żadnego znaczenia. Że postępując dobrze zostanę zbawiony. Zatem przestałem już opierać się tylko na sakramentach i obrzędach kościelnych, z którymi już wówczas nie do końca się zgadzałem. Skupiłem się na uczynkach. Chciałem koniecznie mieć na swoim koncie więcej tych dobrych, a mniej złych. I wydawało mi się, że miłosierny Bóg, który zna moje serce, weźmie mnie do siebie po mojej śmierci. Ciągle jednak nie zaglądałem do Biblii, bo niby po co? Nie zastanawiałem się w ogóle, co tak naprawdę stało się na krzyżu. Liczyło się tylko dobro i zło, i oczywiście ja tu byłem nieomylnym sędzią. 

 

 

Potem nastąpił szereg wydarzeń, które dość szczegółowo opisałem w świadectwie mojego nawrócenia. Upamiętałem się i narodziłem się na nowo z Ducha Świętego. Jezus zmienił moje życie. Na krótko przed tym wydarzeniem kilka razy byłem w Kościele Chrześcijan Baptystów. I tam usłyszałem Dobrą Nowinę. Dowiedziałem się, że za moje grzechy Jezus umarł na krzyżu, i że do zbawienia należy tylko przyjąć jego ofiarę. Wziąć to, co jest za darmo. Że należy przed Bogiem stanąć takim, jakim się jest. Bez upiększeń, bo Bóg zna moje serce. I rzecz bardzo ważna. Z ust pastora Marcina usłyszałem, że bycie baptystą, że przynależność do tego kościoła nie zapewni mi zbawienia. Był to dla mnie szok, że pastor nie namawia mnie do „zapisania” się do zboru, a wręcz przeciwnie - ostrzega przed powierzeniem swojego losu organizacji. Nie bardzo wiedziałem, dlaczego tak jest. W dalszym ciągu bowiem bardzo słabo znałem Biblię (przeczytałem wówczas tylko Objawienie św. Jana). Zacząłem się nad tym wszystkim zastanawiać, zacząłem czytać o baptystach. Wcześniej byłem bardzo sceptycznie nastawiony do wszystkich kościołów i organizacji. Spodziewałem się, że wszędzie jest tak samo, i że również w tym kościele będą mnie namawiać do „zapisania się”. A tu usłyszałem o konieczności przyjścia do Chrystusa, a nie do kościoła. Usłyszałem, że należy po prostu zaufać słowom zapisanym w Bibii.

 

 

Właśnie minęły dwa miesiące od mojego nawrócenia. W dalszym ciągu nikt nie namawiał mnie do wstąpienia do Kościoła Baptystów. Co ciekawe, przed wstąpieniem do Kościoła Katolickiego nikt nie pytał mnie o zdanie. Nikt nie pytał mnie, czy się na to zgadzam. Byłem przecież malutkim dzieckiem. Teraz słyszę za to, że wstąpiłem do jakiejś sekty, która poprzewracała mi w głowie (a przecież Kościół Chrześcijan Baptystów sektą nie jest, patrz chociażby Ustawa z 30 czerwca 1995r.). Hmmmmm... Biorąc pod uwagę wszystko, co do tego miejsca napisałem, jest to po prostu nie logiczne. Idąc jednak dalej, gdy rozmawiam z ludźmi o Bogu, o Jezusie Chrystusie, mam dziwne odczucie, że wszyscy czekają na to, że będę ich zachęcał do zapisania się do mojego „nowego” kościoła. A ja tego nie zrobiłem ani razu. Po co miałbym to robić, skoro wiem, że przynależność do jakiegokolwiek kościoła nie zapewnia zbawienia. Ja po prostu zachęcam wszystkich do czytania Biblii i do uwierzenia oraz zaufania Chrystusowi. Daję świadectwo mojego nawrócenia i dzielę się moją radością. Wierzę, że jestem zbawiony i że nic nie może już tego zmienić. Wierzę w 100% Jezusowi. Teraz wiem, że Bóg zna moje serce i mimo to mnie kocha. Gdyby Bóg uzależniał moje zbawienie od mojego postępowania, to nie miałbym życia wiecznego. Na szczęście dla mnie i dla wszystkich ludzi, Bóg wiedział, że sami z siebie nie jesteśmy w stanie żyć bezgrzesznie, że nie jesteśmy w stanie wypełnić całego zakonu. I dlatego zesłał swojego Syna, aby On umarł za nasze (moje) grzechy dla naszego (mojego) zbawienia.

 

 

Ostatnio dość często zaglądam na strony internetowe zarówno Kościoła Baptystów, jak też Kościoła Katolickiego. Co baptyści sądzą na temat zbawienia? To, co jest zapisane w Biblii. Zachęcam do wejścia tutaj, aby zapoznać się z poglądami Kościoła Baptystów. Co natomiast Kościół Katolicki twierdzi o zbawieniu? Tu trzeba zagłębić się w katechizm (dostępny tutaj). Nie chcę w tym miejscu krytykować i polemizować z doktrynami tam zawartymi. Jednak, jak już wcześniej pisałem, po prostu nie zgadzam się z wieloma z nich, poczynając od chrztu w wieku niemowlęcym i jego zbawczej mocy. W wyszukiwarce na stronie Kościoła Katolickiego www.opoka.org.pl wpisałem wyraz „zbawienie”. I ku mojemu zaskoczeniu i radości znalazłem jeden artykuł autorstwa księdza Mariusza Pohla „Zbawienie dokonuje się przez wiarę”. Nic dodać, nic ująć. Należy tylko zadać pytanie. Dlaczego zatem tak wiele osób (ja też do nich należałem) sądzi, że zbawienie osiąga się przez sakramenty lub dobre uczynki? Dlaczego tak dużą wagę przypisuje się tradycji, katechizmowi i ustaleniom soborów, a tak małą Biblii? Dlaczego wiele osób sądzi, że sama przynależność do Kościoła Katolickiego (lub innego kościoła bądź organizacji) może zapewnić zbawienie?

 

 

Drugi natomiast, odezwawszy się, zgromił tamtego tymi słowy: Czy ty się Boga nie boisz, choć taki sam wyrok ciąży na tobie? Na nas co prawda sprawiedliwie, gdyż słuszną ponosimy karę za to, co uczyniliśmy, Ten zaś nic złego nie uczynił. I rzekł: Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego. I rzekł mu: Zaprawdę, powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju. Ew. Łukasza 23:40-46

 

 

Zbawienie osiąga się przez prawdziwą wiarę w Jezusa Chrystusa oraz powierzenie właśnie Jemu swojego życia. Żadna organizacja, żaden kościół nie zapewnia sam z siebie życia wiecznego. To, że człowiek szuka, oprócz osobistej społeczności z Bogiem, również społeczności z innymi wierzącymi jest oczywiste i też bardzo ważne, ale nie zapewnia zbawienia. Poznanie i zrozumienie Bożego Planu Zbawienia zajęło mi bardzo dużo czasu. Wiele moich lat zostało po prostu straconych. Ale odkąd całkowicie zaufałem Chrystusowi wiem, że jestem zbawiony. I z radością chcę być przez niego używany. Chcę po prostu pełnić wolę Boga. Chcę głosić Ewangelię, której się absolutnie nie wstydzę, gdyż "jest ona mocą Bożą ku zbawieniu, każdego, kto wierzy" (Rzym. 1,16)...

 

 

Amen.