Co to znaczy nie wstydzić się Jezusa? Co to znaczy nie zaprzeć się Go? Co to znaczy wyznać Chrystusa przed ludźmi?

Niektórzy twierdzą, że noszenie w widocznym miejscu breloczka z napisem „Nie wstydzę się Jezusa” jest właściwym wypełnieniem słów Pana Jezusa z Ew. Mateusza 10:33. Inni sądzą, że wyjście na ulicę w „Boże ciało” w procesji z Hostią, w której zdaniem wielu cieleśnie mieszka Chrystus, oznacza wyznanie Jezusa przed ludźmi. Kolejni, w tym samym celu, stawiają Chrystusowi 33 metrowy pomnik...  Wiele osób twierdzi, że obraz przedstawiający twarz Jezusa, wiszący w ich domu, jest właściwym świadectwem nie zaparcia się Zbawiciela. Jeszcze inni, również w celu wyznania Jezusa przed ludźmi, "zdobywają" dla Niego całe miasta, głośno przy tym wypowiadając Jego imię... Czy z takich powodów Jezus wyzna imię tych ludzi przed Ojcem???

 

W tym artykule nie będę odpowiadał wprost na powyższe pytania, lecz chcę pokrótce przybliżyć tobie czytelniku postać Wani Mojsiejewa – młodego chłopca, którego życie i śmierć przyniosły chwałę Jezusowi, którego świadectwo jest ciągle zbudowaniem dla wszystkich wierzących w Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa, który pokazał ludziom, czym jest prawdziwa wiara wyrażona w uczynkach – wiara żywa. Wania wiedział z pewnością, co to znaczy nie wstydzić się Jezusa - na dowód tego zginął męczeńską śmiercią...


 
 

 

Wania Mojsiejew był kilkunastoletnim chłopcem, gdy nawrócił się do Pana Jezusa. W kilka lat po nawróceniu Bóg wysłał Wanię do wojska, do Armii Czerwonej, gdzie chciał użyć Wanię w potężny sposób. Ale Wania wcale nie musiał być posłusznym Bogu. Mógł przecież przekalkulować sobie, że 2 lata w wojsku będzie skrytym czcicielem Jezusa, tak, żeby nie narobić sobie żadnych kłopotów. Wiedział przecież, że wiara w Boga jest w wojsku zakazana. Jednak ten młody chłopak daleki był od takich kalkulacji. Tak bardzo wierzył i ufał Bogu, że pobór do wojska przyjął jako wolę Bożą dla jego życia.

 

Już w pierwszych dniach pobytu w wojsku Wania musiał tłumaczyć się ze swego spóźnienia na zbiórkę. Powiedział prawdę, powiedział, że się modlił. I od razu od tego wyznania zaczęła walka dowódców z Wanią i jego wiarą. Dowódcy nie wiedzieli jednak tego, że z Wanią był Jezus, Wszechmogący Bóg, który realizował w ten sposób cel rozgłaszania ewangelii w tak niedostępnym wydawałoby się miejscu, jakim była Armia Czerwona.

 

 

 

Tak oto sam Wania pisał w jednym z listów do domu o drodze, jaką powinien kroczyć każdy prawdziwy chrześcijanin:

 

„Chrześcijańskie pozdrowienia dla moich kochanych rodziców. Otrzymałem Wasz list i ucieszyłem się nim bardzo. Chcę powiedzieć, że dzięki miłości naszego łaskawego Ojca jestem zdrów. Wiedzcie, że Pan objawił mi, jaka jest najwłaściwsza droga i jak mają żyć wszyscy chrześcijanie. (…) Moi drodzy rodzice, Pan pokazał mi drogę i muszę nią iść. Nie wiem jednak, czy wrócę, bo walka jest trudniejsza, niż na początku. Czekają mnie większe i okrutniejsze bitwy niż dotąd. Ale nie boję się ich. Zbawiciel idzie przede mną. Nie smućcie się z mojego powodu. To dlatego, że kocham Jezusa bardziej, niż siebie samego. Słucham Go, chociaż moje ciało boi się czegoś, albo, po prostu, nie chce przechodzić przez to wszystko. Robię to dlatego, że nie cenię swojego życia tak bardzo, jak kocham Jego. I nie będę postępował według własnej woli, tylko będę szedł tam, gdzie poprowadzi mnie Pan. Powie „Idź!”, to pójdę. (...)”

 

 

 

Dowództwo Wani postanowiło zrobić wszystko, aby Wania wyparł się wiary. Zaczęło się od przydzielania Wani dodatkowej pracy, od wielogodzinnych „reedukacyjnych” rozmów. Potem urządzano mu głodówki (pierwsza trwała 5 dni), następnie wystawiano Wanię w lekkim mundurze na wielogodzinne stanie w 30 stopniowym mrozie... Pomysłów prześladowań było wiele, jednak żaden z nich nie przynosił oczekiwanego rezultatu. A cel był jeden – aby Wania wyparł się wiary w Jezusa.

 

 

 

Bóg w tym czasie czynił cuda. Za sprawą publicznej modlitwy Wani jeden z żołnierzy dostał przepustkę, której mu uporczywie odmawiano. Bezpośrednie dowództwo nie potrafiło później tego „przypadku” wyjaśnić. Żołnierz ten uwierzył po tym wydarzeniu w Boga.

 

Wania doznał niewytłumaczalnego całkowitego uzdrowienia po tym, jak ciężarówka przygniotła mu bark, gdy jego prawa ręka była całkowicie bezwładna i przeznaczona do amputacji, wraz z połową jednego płuca. Tym razem chirurg, mający dokonać amputacji narządów, nawrócił się do Pana.

 

Te i inne cuda powodowały, że żołnierze i część dowództwa zaczęło jakoś inaczej patrzeć na Wanię i jego wiarę. Bóg stawał się im coraz bliższy i bardziej realny. Jednak jeden z dowódców Wani – pułkownik Malsin – postawił sobie za najważniejszy cel złamanie Wani. Za jego sprawą Wania trafiał na tortury, które opisał w jednym z listów:

 

„W więzieniu wsadzili mnie do Celi Specjalnej Nr 1, z której przenosili mnie dopięciu specjalnych cel dla zadawania wyszukanych tortur. Pierwsza cela miała pryczę, na której mogłem się położyć. Druga była ciasna. Mogłem stać i usiąść na ławce. W trzeciej był stale lodowaty prysznic z góry. Mogłem tylko stać. Czwarta była celą zimna, ze ścianami lodówki chłodzonej ile się tylko dało. Piąta była celą torturowania ciała ciśnieniem. Wsadzili mnie tam i ściskali całe moje ciało nadymając ją powietrzem, po trochę zwiększali ciśnienie powietrza i za każdym razem grozili: - lepiej zmień swoje poglądy, bo inaczej będziesz tu siedział przez siedem lat. Odpowiedziałem im:  - jeśli taka jest wola Boga, będę tu przez siedem lat, a jeśli nie, to jutro tortury się skończą. Trwało to przez dwanaście dni.”

 

 

 

Wania był w straszny sposób torturowany przez swoich oprawców, jednak Pan był zawsze z nim, posyłając nieraz nawet aniołów, aby ci dodawali Wani otuchy i umacniali jego wiarę.

 

Wanię w końcu zamordowano w torturowni KGB, pozostawiając w okolicach serca Wani sześć głębokich ran kłutych. Pułkownik Malsin nie przewidział tego, że Wania ostatecznie będzie gotów zginąć, niż wyprzeć się Boga. Śmierć Wani nie była zwycięstwem Malsina i Armii Czerwonej, a zwycięstwem Wani odniesionym na Bożą chwałę. Wania dołączył tym samym do grona męczenników za wiarę w Jezusa, takich jak chociażby Szczepan, którego ukamienowanie opisane jest w Dziejach Apostolskich.

 

 

 

Jednostka wojskowa, w której Wania odbywał swoją służbę, po jego śmierci została rozwiązana, a żołnierze zostali pojedynczo rozproszeni po jednostkach w całym Związku Radzieckim.

 

Pułkownik Maslin w wyniku śmierci Wani i późniejszych wydarzeń – śmierci swojego synka (spadł z jadącej ciężarówki), konieczności umieszczenia własnej matki w szpitalu psychiatrycznym oraz wydaleniem go ze służby, zaczął wszystkim powtarzać, że dosięgła go kara Boża...

 

 

 

Przeczytałem już wiele książek – wspaniałych świadectw, gdzie opisano życie ludzi, cierpiących z powodu wiary w Pana Jezusa. Historia Wani dotknęła mnie jednak szczególnie, gdyż nie był on pastorem, czy przywódcą kościoła podziemnego, ale prostym wiejskim chłopcem, który całkowicie poddał się woli Bożej, pokładając całą swoją ufność w Jezusie Chrystusie.

 

 

 

Pragnę tego, abym nigdy nie wstydził się Jezusa i się nigdy Go nie zaparł. Wiem jednak, że moja wiara musi być widoczna na co dzień w moim życiu i nie ma to za wiele wspólnego z zewnętrznymi, suchymi deklaracjami, takimi jak noszenie breloczka z krzyżem i wersetem biblijnym. Modlę się, abym nawet w krytycznych sytuacjach próbujących moją wiarę, stał niezachwianie przy moim Zbawicielu. Nie wiem, co spotka mnie jeszcze w przyszłości. Być może nie będę miał aż takich doświadczeń jak Wania – w Polsce obecnie takich fizycznych prześladowań nie ma – jednak chcę zawsze podążać drogą przygotowaną mi przez Boga, naśladując wiarę prawdziwych mężów Bożych.

 

 

 

Drogi czytelniku. Nie wiem, jak ty rozumiesz Słowa Pana Jezusa:

 

Każdego więc, który mię wyzna przed ludźmi, i Ja wyznam przed Ojcem moim, który jest w niebie; ale tego, kto by się mnie zaparł przed ludźmi, i Ja się zaprę przed Ojcem moim, który jest w niebie. (Ew. Mateusza 10:32-33)

 

Nie wiem też, jak starasz się powyższe słowa praktykować. Mam nadzieję, że historia Wani zmusi cię do zastanowienia się nad tym, zmusi cię do refleksji nad twoją wiarą. Od tego, czy prawdziwie wierzysz, zależy przecież twoje życie wieczne.

 

 

Książkę „Bóg nie opuścił Armii Czerwonej” dość trudno kupić, ale szukając cierpliwie na aukcjach w Internecie jest to zapewne możliwe. Zachęcam zatem do szukania, kupienia i przeczytania tego wzruszającego i prawdziwego świadectwa.

 

 

 

Rafał