Drukuj

Steve Saint był małym chłopcem, gdy wojownicy z plemienia Waodani zabili jego ojca wraz z czterema pozostałymi misjonarzami, chcącymi podzielić się z nimi Dobrą Nowiną. Kiedyś Steve płakał, rozmyślając o tym, co się stało. Dzisiaj jednak "widzi to dobrze", jak mawiają członkowie plemienia Waodani...

Czy to możliwe, że Bóg - Pan życia i śmierci, celowo doprowadził do śmierci 5 osób, aby w ten sposób zrealizować swój plan dotarcia z ewangelią do ekwadorskiego plemienia, uważanego za najdziksze i najbardziej agresywne ze wszystkich? Czy to możliwe, że syn zabitego misjonarza nie szuka zemsty na zabójcach, a traktuje ich jak własną rodzinę?

Zachęcamy do przeczytania lub zakupu książki "Ostrzem włóczni", w której Steve Saint opowiada historię spotkania jego rodziny z Waodani. Można też nabyć i obejrzeć film, nakręcony wiernie na podstawie tej historii. Warto również obejrzeć wywiad ze Stevem Saintem, w którym po krótce opowiedziana jest cała ta historia.

W tym artykule postaram się natomiast przedstawić moje refleksje na temat Bożego działania, tak często źle rozumianego przez niewierzących ludzi.


 

Co by było gdyby? To jedno z najczęściej zadawanych pytań.

- Co by było, gdybym pojechał inną drogą? Być może uniknąłbym wypadku i nikt by w nim nie zginął?

- Co by było, gdyby inny chirurg operował członka mojej rodziny? Być może wówczas operacja by się udała?

 

Steve Saint też zadawał do pewnego czasu podobne pytania. Co by było, gdyby plaża, na której wylądowali samolotem misjonarze, znajdowała się w dalszej odległości od wioski Waodani? A gdyby któremuś z misjonarzy udało się dostać do radia i zawiadomić centralę o niebezpieczeństwie?  A może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby zaczęli strzelać z posiadanej broni, choćby w powietrze, żeby przestraszyć atakujących?

Po latach Steve stwierdził:

"Jest zbyt wiele czynników, które musiały współdziałać ze sobą, by wydarzenia mogły potoczyć się tak, jak się potoczyły. Jak dla mnie zbyt wiele, by mógł to być przypadek. Doszedłem do wniosku, że Bóg nie patrzył w tym czasie gdzieś obok. On zaplanował to - a nie jedynie pozwolił, by tak się stało. Nie było łatwo dojść do takiego wniosku, ale na podstawie wszystkiego, co teraz wiem, głęboko w to wierzę."

 

Steve zaakceptował to, że to Bóg jest Panem życia i śmierci. Zrozumiał, że nawet wróble nie giną bez woli Boga, a cóż dopiero ludzie? Steve zobaczył, że śmierć jego ojca i pozostałych misjonarzy nie poszła na marne. Oni zasnęli w Chrystusie, a dzięki temu wydarzeniu Woadani usłyszeli w końcu ewangelię i wielu z nich zaczęło podążać za Jezusem.

 

Czy w Piśmie Świętym mamy przykłady, gdzie śmierć jednego człowieka jest początkiem do nawrócenia innych? Tak. Wystarczy przeczytać Dzieje Apostolskie, rozdziały od 7 do 9, aby zobaczyć, jak śmierć młodego ucznia Jezusa - Szczepana, wpłynęła na późniejsze losy Saula z Tarsu, który ostatecznie stał się Apostołem Pawłem.

Biblia wymienia też wiele innych osób, które były torturowane i zabite, ale w ten sposób stały się chlubnym świadectwem dla innych.

(36) Drudzy zaś doznali szyderstw i biczowania, a nadto więzów i więzienia; (37) byli kamienowani, paleni, przerzynani piłą, zabijani mieczem, błąkali się w owczych i kozich skórach, wyzuci ze wszystkiego, uciskani, poniewierani; (38) ci, których świat nie był godny, tułali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi. (39) A wszyscy ci, choć dla swej wiary zdobyli chlubne świadectwo, nie otrzymali tego, co głosiła obietnica, (40) ponieważ Bóg przewidział ze względu na nas coś lepszego, mianowicie, aby oni nie osiągnęli celu bez nas. (Hebr. 11 rozdz.)

 

Przykłady można mnożyć. Z czasów nam bliższych wymienię tylko Jana Husa oraz Wanię Mojsiejewa, o których pisaliśmy już na łamach naszej strony.

 

Oczywiście najważniejszą i niepowtarzalną śmiercią jest śmierć Syna Bożego. Śmierć, dzięki której każdy człowiek może mieć odpuszczone grzechy i życie wieczne, jeśli tylko uwierzy w Mesjasza.

 

Czy Bóg nie mógłby w inny sposób zwrócić uwagi człowieka na siebie? Mógłby, ale jeśli to śmierć i zmartwychwstanie Jezusa zostały przez Boga zaplanowane jako plan zbawienia dla człowieka, to my musimy to zaakceptować. Jeśli śmierć Szczepana na oczach i za pozwoleniem Saula miały być przyczynkiem do nawrócenia Apostoła Pawła, to dlaczego mamy to negować? Jeśli Bożą wolą przemówienia do Woadani była śmierć 5 misjonarzy, to kim jesteśmy, żeby sprzeciwić się Bogu? Steve Saint w książce stwierdził:

 

"Osobiście zapłaciłem wielką cenę za to, co wydarzyło się na Palmowej Plaży. Ale miałem także miejsce w pierwszym rzędzie, gdy dalszy ciąg tej historii toczył się w ciągu pół wieku. Widziałem naocznie, że wypłynęło z tego wiele dobra. Wierzę, że tylko Bóg mógł przekształcić to tragiczne wydarzenie w tak niesamowitą historię. (...) Gdybym mógł dzisiaj cofnąć się w czasie i zmienić to, co się stało - nie zmieniłbym ani jednej sceny. Zrozumiałem, że życie jest zbyt skomplikowane i o wiele za krótkie, by pozwolić amatorom na pisanie scenariusza. Wolę, żeby pisał go Mistrzowski Scenarzysta."

 

 

Drogi czytelniku. Raz jeszcze zachęcam cię do zapoznania się z historią nawrócenia wielu członków plemienia Woadani. Może świadectwo śmierci pięciu uczniów Jezusa z tym związane będzie początkiem twojej drogi do nawrócenia? Dałby Bóg, żeby tak było.