„Jestem Człowiekiem z Nieba! – krzyknąłem z całej siły. – Mieszkam we wsi Ewangelia! Ludzie nazywają mnie Gwiazdą Poranną! Mój ojciec to Obfite Błogosławieństwo! A matka to Wiara, Nadzieja, Miłość!”

Właśnie w taki sposób brat Yun wszczął alarm i ostrzegł swoich braci i siostry, gdy został aresztowany przez chińskie służby bezpieczeństwa . Od tej pory jest znany jako „Człowiek z Nieba”. Jednak po przeczytaniu tej wielce inspirującej i dramatycznej historii z życia brata Yuna, czytelnik nie powinien mieć żadnych wątpliwości, kto jest prawdziwym Człowiekiem z Nieba.  Śmiało można zatem zgodzić się z autorem tej książki (Paul Hattaway), który stwierdził:

„Ktoś powiedział: To nie wielcy ludzie zmieniają świat, lecz mali ludzie w rękach wielkiego Boga. Ci, którzy znają brata Yuna, mogą zaręczyć, że to pokorny sługa Boży, który nie chce, by jakakolwiek cząstka jego życia oddawała chwałę jemu samemu lub innemu człowiekowi. Brat Yun pragnie, by jego historia skupiła całą uwagę i chwałę na jedynym prawdziwym Człowieku z Nieba – Panu Jezusie Chrystusie.

 

Pan pociągnął brata Yuna za sobą w 1974 r., gdy ten miał 16 lat. Zaraz potem, jak brat Yun przyjął Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela, Chrystus zaczął go potężnie używać i tak jest aż do dziś. Przez kila lat, aż do 1980 r., brat Yun wraz z innymi braćmi głosił Ewangelię, i choć już wtedy zaczęły się prześladowania i represje, to w tamtym czasie w Chinach mnóstwo ludzi przychodziło codziennie do Boga.

 

W 1980 r. władze Chin powołały do życia Kościół Patriotyczny, w którym każdy człowiek miał mieć zagwarantowane prawo do swobodnego oddawania czci Bogu. Jednak bardzo szybko okazało się, że jest to wielkie kłamstwo. Brat Yun zrozumiał wtedy, że Królestwo Boże nie może nigdy mieszać się z polityką. Pan powołał go do ewangelizacji w Chinach i pracy nad wzrostem kościołów domowych, które oczywiście były już wtedy nielegalne. Ale to właśnie w kościołach domowych, a nie w kościele patriotycznym, ludzie zaczęli masowo przychodzić do Boga. Pomimo grożących represji, pomimo prześladowań.

 

„Powszechnie wiadomo, że ptak zamknięty w klatce z trudnością się rozmnaża. Ta zasada sprawdza się też w przypadku większości wierzących będących w strukturach Kościoła Patriotycznego. Chrześcijanie kościoła domowego uwielbiają wolność i wędrują wszędzie tam, gdzie prowadzi ich Pan, głosząc ewangelię wszystkim ludziom. Rozmnażają się dzięki temu w bardzo szybkim tempie!”

 

Ja wiem, że żyjemy w Polsce. Ja wiem, że Polska to nie Chiny. Ja wiem, że nie można przenieść wszystkiego co się tam dzieje do nas. Ale wiem też, tak wierzę, że osoby wyznające Chrystusa również tutaj w Polsce nie mogą dać się zamknąć w klatkach. Musimy głosić ewangelię wszystkim ludziom, wszędzie tam, gdzie Pan nas pośle. Nie możemy ograniczać się do jednego miejsca. Dlaczego? Bo Jezus nakazał nam iść, nie stać!

 

I rzekł im: Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu. (Ew. Marka 16:15, Biblia Warszawska)

 
 

Dalsze losy brata Yuna są bardzo dramatyczne, a nawet wstrząsające. Podobnie jak pastor Wurmbrand w Rumunii(autor książki „Torturowani z powodu Chrystusa”), tak też brat Yun w Chinach był trzykrotnie zamykany na wiele lat w więzieniu, z powodu wiary w Jezusa. Tortury, jakim był tam poddawany doprowadziły mnie do łez i nie mam żadnego powodu, aby nie wierzyć, że tak właśnie było. Brat Yun nie na to jednak zwraca uwagę czytelnika. On nawet w najgorszych, z ludzkiego punktu widzenia chwilach, zwraca uwagę na Jezusa i na Jego miłość do człowieka.  Zwraca też uwagę na to, że nie jest nikim szczególnym. To mnie bardzo poruszyło i zastanowiło.

 

„Ból był już zbyt ostry, czułem, że moje serce i mózg za chwilę dosłownie eksplodują. – Boże, miej dla mnie litość – zawołałem znowu do Pana – Zabierz, proszę, mojego ducha. Doszło mnie wyraźne słowo od Pana: „Cierpisz, byś mógł uczestniczyć w moich cierpieniach. Przestań i poznaj, żem ja Bóg. Będę wywyższony wśród narodów. Będę wywyższony na ziemi.”  W moim sercu pełnym pychy sądziłem, że jestem kimś ważnym dla kościoła, że potrzebują mojego przywództwa. Teraz na własnej skórze przekonałem się, że On jest Bogiem, a ja tylko słabym człowiekiem. Zdałem sobie sprawę, że Bóg w ogóle mnie nie potrzebuje i że kiedykolwiek zdecyduje się mnie jeszcze raz użyć, będzie to dla mnie nic więcej, jak tylko wielki zaszczyt. Nagle zniknął strach i ból.”

 

Jakże często jestem pyszny służąc Panu. Jakże często uważam, że to właśnie przeze mnie Pan dokona wielkich rzeczy. Jakże się wtedy mylę... Wiem, że jestem dzieckiem Bożym i że Bóg mnie kocha, tak jak się kocha własne dziecko. Wiem, że więcej znaczę niż wiele wróbli. Ale muszę pamiętać, że to nie wielki Rafał może zmieniać świat, ale mały Rafał, w rękach wielkiego Boga. I tylko wtedy, gdy taka będzie Boża wola.

 
 

Chyba najbardziej wstrząsającą i zarazem najwspanialszą historią z życia brata Yuna, jest jego 74 dniowy post w więzieniu. Nie taki post, jaki jest obecny w wielu polskich domach – nie jedzenie mięsa w ściśle określony dzień w tygodniu. Nie, to był okres całkowitego braku spożywania jakiegokolwiek pokarmu oraz wody. Być może trudno jest Ci czytelniku w to uwierzyć, być może właśnie mówisz, że to nie może być prawda. Ale pamiętaj, że wtedy kwestionujesz to, że Bóg jest wszechpotężny i wszechmogący. Dla niego nie ma przecież rzeczy niemożliwych!

 

A Jezus spojrzał na nich i rzekł im: U ludzi to rzecz niemożliwa, ale u Boga wszystko jest możliwe.(Ew. Mateusza 19:26, Biblia Warszawska)

 

Tak, brat Yun nie mógłby sam z siebie pościć przez 74 dni. Ale Bóg miał w tym swój plan. Brat Yun był przez te dni strasznie torturowany, zarówno przez strażników, jak i przez współwięźniów.  W oczach ludzi stał się śmieciem, pośmiewiskiem. Robiono zakłady, kiedy umrze. Gdy pod koniec postu władze pozwoliły, aby odwiedziła go rodzina, nikt go nie poznał. Nawet własna żona...

„Po jakimś czasie wnieśli filigranową postać. Był nieprzytomny, bo torturowali go przed samym naszym przyjazdem. Wyglądał jak małe dziecko. Jego uszy uschły i skurczyły się do wielkości rodzynek. Gdy zobaczyliśmy go po raz pierwszy, nikt z nas go nie poznał. Sądziliśmy, że to kolejna sztuczka ze strony władz. - To nie jest mój mąż! – zawołałam. - Musiała zajść jakaś pomyłka – zaprotestowała siostra Yuna. – To nie jest mój brat! Dopiero, gdy matka Yuna ujrzała znamię na jego ciele, miała pewność, że to naprawdę jej syn. Był taki mały, że przestał być podobny do człowieka.”

 

Ale Bóg chciał czegoś więcej, niż wywołanie litości na widok brata Yuna. Bóg chciał przemówić do więźniów właśnie przez post Yuna, właśnie przez jego słabość w oczach świata. To, co się stało po 74 dniach postu Yuna pokazuje, jak wielki jest nasz Pan. Pokazuje, jak wielka jest jego miłość każdego człowieka. Bóg dopuścił cierpienia, jakich doświadczył Yun. Zrobił to po to, aby ratować grzeszników przebywających w tamtym więzieniu.

„ – Przyjaciele, Bóg przysłał mnie tu ze względu na was – powiedziałem. – W dniu, kiedy przekroczyłem próg tej celi, wyznałem wam, że jestem pastorem, który wierzy w Jezusa. (...) Bacznie mnie obserwowaliście i wiecie, że nie miałem w ustach ani ziarna ryżu, ani kropli wody przez 74 dni. (...) Nie widzicie, że to cud – manifestacja Bożej potężnej mocy i Jego ochrony nade mną? Teraz mój Pan pozwolił mi stanąć przed wami i powiedzieć wam, że Jezus jest prawdziwym i żywym Bogiem. Jak śmiecie trwać w swoim grzechu i czynieniu zła! Przyjaciele, jak zamierzacie uniknąć piekła, gdy nadejdzie dzień sądu? Tylko Jezus może dać wam przebaczenie! Dziś Pan lituje się nad wami i daje wam szansę pokuty, przebaczenia waszych grzechów. Musicie tylko klęknąć przed Jezusem Chrystusem, wyznać swoje grzechy i prosić Boga o wybaczenie. Jak inaczej uciekniecie przed karą piekła? Gdy mówiłem, jakby grom z jasnego nieba spadł na tych mężczyzn. Nie potrafili się powstrzymać. Przywódca celi wyszedł jako pierwszy i padł na kolana.”

 

Jak nietrudno się domyślić, wszyscy więźniowie tej celi nawrócili się. Brat Yun ochrzcił ich kilkoma zaledwie kroplami wody, nie mieli bowiem zbyt wiele wody nawet do picia... W kolejnych miesiącach ci sami więźniowie, którzy znęcali się wcześniej nad Yunem, dzielili się z innymi więźniami ewangelią. A Yun z Bożej łaski miał od teraz nową pracę: prowadzić w więzieniu nowych wierzących!

 

W tym samym czasie, gdy brat Yun był w więzieniu, jego żona Deling i jego matka przeżywały bardzo trudne chwile. Brat Yun uchodził w oczach ich sąsiadów za skończonego kryminalistę i nikt nie kwapił się do pomocy kobietom. Ale Bóg jest wspaniały i troszczył się o nie. Gdy postanowiły one posadzić pataty, zrobiły to w rozstawie zaledwie kilkunastu centymetrów, podczas, gdy trzeba to było zrobić w półmetrowych odstępach. Nie znały się na uprawianiu roli a z nikąd nie przyszła pomoc. Bóg jednak wiedział, jak pomóc!

„Całe lato sąsiedzi, którzy słyszeli o naszych wyczynach, kpili z nas i robili sobie z nas pośmiewisko! Wieści szybko sie rozchodzą – stałam się tematem wielu dowcipów. Jesienią wszyscy nasi sąsiedzi klęli na czym świat stoi, bo plony z ich pól były marne. Ich pataty były wielkości piłeczki tenisowej. Za to gdy my zaczęłyśmy wyciągać z ziemi słodkie ziemniaki, naszym oczom ukazały się pataty wielkości piłki do koszykówki! To był wielki cud – wiedzieli już wszyscy, że Bóg ma nas w swojej opiece. Od tego czasu sąsiedzi mieli dla nas więcej szacunku, a mój mąż przestał być w ich oczach skończonym kryminalistą – stał się człowiekiem niesłusznie osadzonym w więzieniu.”

 

Może myślisz teraz – to przypadek. Takie rzeczy się po prostu zdarzają. Jeśli tak mówisz, to znaczy że nie znasz Boga i Jego Słowa. Biblia mówi wyraźnie:

Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: Czym się będziemy przyodziewać? Bo tego wszystkiego poganie szukają; albowiem Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane. (Ew. Mateusza 6:31-33, Biblia Warszawska)

 

I nie chodzi tutaj o głoszoną w wielu kościołach tak zwaną ewangelię sukcesu. Nie chodzi o to, że gdy się wierzy w Jezusa, to człowiek będzie opływał w dobrobycie i luksusach. Człowiek wierzący nie będzie tego nawet pragnął. Bóg troszczy o jednak swoje dzieci, wiedząc po prostu najlepiej, czego i ile potrzebują. I to jest właśnie wspaniałe. Brat Yun określił to w taki sposób:

„Mam problem ze wszechobecnym teraz nauczaniem na temat powodzenia, zgodnie z którym podążając za Panem, mamy zapewnione bezpieczeństwo i wygodę. To pozostaje w całkowitej sprzeczności z Biblią i z tym, czego doświadczamy w Chinach. Długie lata spędziłem w więzieniu i około trzydziestu razy trafiałem do aresztu z powodu ewangelii Jezusa Chrystusa. Iść za Bogiem, nie tylko żyć dla Niego, oznacza również umrzeć dla Niego. „Bo jeśli żyjemy, dla Pana żyjemy; jeśli umieramy, dla Pana umieramy; przeto czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy” (Rzym. 14:8).”

 

Kolejną rzeczą, na którą zwróciłem szczególną uwagę podczas czytania „Człowieka z Nieba” było zwrócenie uwagi brata Yuna na niebezpieczeństwo miłości do służby dla Pana i zaniedbywania tym samy swojej rodziny. Przez wiele lat brat Yun były albo w więzieniu albo w ciągłym biegu. W obu przypadkach był daleko od żony i dziecka, którym nie mógł poświęcić dużo czasu. Jednak pewnego dnia usłyszał od pewnej siostry przesłanie – Yun, powinieneś nie tylko kochać Pana, ale od dziś powinieneś kochać też swoją żonę i być u jej boku. Yun postanowił zmienić swój sposób myślenia. Na pierwszym miejscu postanowił postawić Boga, a zaraz po Nim rodzinę. Miłość do służby postawił na miejscu trzecim. Od tej pory dzielił się tym przesłaniem z braćmi i siostrami, u których dawało się zauważyć przedkładanie służby dla Pana ponad własną rodzinę, co skutkowało nieraz rozbiciem małżeństwa. Nie wszystkim przywódcom kościoła domowego w Chinach to się spodobało. Jednak ja osobiście uważam, że brat Yun ma rację. Jeśli bowiem mamy „bałagan” w domu, jeśli nie potrafimy dogadać się z własną żoną i dzieckiem, to jak chcemy pomagać ludziom i być pomocą w ich problemach? Sami przecież potrzebujemy wtedy pomocy!

 

Kościół domowy w Chinach był bardzo mocny, dzięki Panu i dzięki prześladowaniom i cierpieniom, które zamiast go osłabić, tylko go wzmacniały. Jednak gdy w latach osiemdziesiątych granice Chin się otworzyły, zaczęła napływać pomoc z zachodu. Dopóki były to tylko Biblie, wszystko było w porządku. Jednak już wkrótce wraz z Bibliami zaczęły napływać książki i broszury, przedstawiające różne teologie denominacyjne, prezentowane przez różne kościoły zachodu.

„Przeczytaliśmy te wszystkie książki i broszury i wkrótce się pogubiliśmy! kościoły zaczęły się dzielić na grupy, które wierzyły w coś, w przeciwieństwie do innych grup, które wierzyły w coś zupełnie innego. Zamiast mówić wyłącznie o Jezusie, zaczęliśmy mówić przeciwko innym wierzącym, którzy nie podzielali naszych poglądów.”

 

Brat Yun widział w przyczynie podziałów kościoła domowego w Chinach na kilkanaście odłamów winę zarówno kościołów zachodu, jak też serc wierzących w Chinach, które łatwo ulegały różnym pokusom.

„Sytuacja ta, trwająca przez ponad piętnaście lat, stopniowo sie pogarszała, aż doszło do tego, że niektóre z sieci kościołów domowych uwierzyły, że są jedynymi prawdziwymi i posiadającymi prawdę, pogardzającymi innymi grupami jako kultami, których powinno się unikać za wszelką cenę. Liderzy przestali się do siebie odzywać i kochać siebie nawzajem”

 

Czy nie jest to nam lekko znajome? Czy nie mamy tego w Polsce? Czy nie mamy tego samego w swoim mieście? Wierzę, że jedność dzieci Bożych jest możliwa. Wierzę, że dzieci Boże – osoby narodzone na nowo z Ducha Świętego – są rozsiane po całym świecie. Są członkami różnych denominacji lub też nie należą do żadnej z nich. Ale liczy się tylko to, czy są członkami kościoła Jezusa Chrystusa – ciała, którego Chrystus jest głową.

 

Albowiem jak ciało jest jedno, a członków ma wiele, ale wszystkie członki ciała, chociaż ich jest wiele, tworzą jedno ciało, tak i Chrystus; bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało - czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni, i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem. (1 list do Koryntian 12:12-13, Biblia Warszawska)

 

Jedyną prawdą jest Jezus Chrystus. On sam powiedział, że jest drogą, prawdą i żywotem. Żadna denominacja nie posiada prawdy. Denominacje mogą ją tylko głosić. I tutaj właśnie zaczynają się największe problemy, gdy dana denominacja nie głosi zbawienia z łaski, gdy nie głosi konieczności narodzenia się na nowo, gdy dodaje „prawdy”, których nie ma w Biblii. Zatem w przypadku, gdy w sprawach fundamentalnych jest jedność, to sprawy drugo, trzecio, czy czwartorzędne nie powinny dzielić chrześcijan, tak jak to się stało w Chinach w kościele domowym i tak jak to się dzieje również w Polsce.

 

Brat Yun wiedział, że to nie sprawy fundamentalne podzieliły kościół domowy w Chinach. I dlatego przez wiele lat dążył do jedności. Przełom nastąpił w 1994 roku, podczas jednego ze spotkań liderów odłamów kościoła domowego, które kolejny raz miało zakończyć się fiaskiem..

„ – Cała ta dyskusja to tylko strata czasu – oznajmił. – Pomódlmy się, a potem się rozjedziemy. Brat Fan pchnął brata Xu. – Szybko! – powiedział. – Przynieś wodę i zrób to, co Pan ci kazał zrobić. Gdy Zhang modlił się z zamkniętymi oczyma, Xu ukleknął przed nim i zaczął delikatnie zdejmować mu buty i skarpetki. Zhang otworzył oczy i się zdziwił. Nie mógł uwierzyć, że wielki Xu Yongze, lider największego ruchu kościoła domowego w Chinach, klęczy przed nim i myje mu stopy! Zhang rozpłakał się i serdecznie objął brata Xu. (...) Trzynaście lat plotek, goryczy i zawiści zostało zmytych. Każda ze zgromadzonych w pokoju osób prosiła Pana o litość i przebaczenie. Liderzy wyznawali sobie nawzajem swoje grzechy. Był to czas, w którym objawiła się moc.”

 

Po przeczytaniu tej historii zobaczyłem jakie to proste i trudne zarazem. Trzeba tylko naśladować naszego Pana Jezusa Chrystusa, który jako Bóg w ciele umył nogi swoim uczniom! Cóż za przykład i wzór do naśladowania! Zatem, gdy wszelkie rozmowy zawodzą, gdy nie potrafimy porozumieć się z naszym bratem czy siostrą w Chrystusie, po prostu umyjmy mu nogi. Jako wierzący mamy bowiem służyć innym ludziom. Mamy się uniżać, a nie wywyższać.

 

Dzięki zjednoczeniu kościoła domowego w Chinach obecnie może istnieć wieli ruch „Powrót do Jerozolimy”, którego celem jest wysłanie 100 tyś. misjonarzy z Ewangelią do krajów pomiędzy Chinami a Izraelem, do których Ewangelia docierała dotąd z wielkim trudem.

 

Drogi czytelniku, cieszę się, że dotarłeś aż tutaj. Nie miałem zamiaru pisać aż tak długiego artykułu, ale w „Człowieku z Nieba” jest tak wiele tematów wartych poruszenia, że nie mogę ich ominąć. Zatem jeszcze kilka :)

 

W 1997 roku brat Yun został aresztowany po raz trzeci. Był to najtrudniejszy okres w jego życiu. Wówczas pobito go tak mocno, że jego nogi stały się czarne i Yun stracił w nich czucie. Nawet na przesłuchania (tortury) musiał go zanosić jeden ze współwięźniów. Był to najtrudniejszy okres również dlatego, że jego żona Deling również trafiła do więzienia, a „opiekę” nad dwójką ich dzieci chciało przejąć państwo. Dzięki Bogu jednak inni wierzący ludzie zaopiekowali się dziećmi. Wtedy właśnie brat Yun zaczął wątpić w Pana...

„W tym najgorszym okresie mojego życia gorzko skarżyłem się Panu. Miałem trzydzieści dziewięć lat i nie widziałem dla siebie żadnej nadziei ani przyszłości. – Kiedy byłem młody, powołałeś mnie, abym głosił Twoją ewangelię na zachodzie i południu – powiedziałem Panu. – W jaki sposób mogę to zrobić teraz? Siedzę tutaj z połamanymi nogami i pogodziłem się już z myślą, że będę gnić w tym miejscu, aż do dnia mojej śmierci. Nigdy nie zobaczę mojej rodziny. Oszukałeś mnie!”

 

Yun tracił wiarę, Yun był coraz słabszy. Ale nasz Pan wyraźnie mówi w Biblii:

 

Lecz powiedział do mnie: Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości. (2 list do Koryntian 12:7-13, Biblia Warszawska)

 
 

I tak jak  w przypadku apostoła Pawła, tak też w przypadku brata Yuna Pan okazał swoją wielką moc. Właśnie wtedy, gdy Yun był słaby. Gdy brat Xu, przebywający razem z Yunem w więzieniu, powiedział do Yuna, aby spróbował ucieczki, Yun potraktował to jako koszmarny żart. Jednak w kolejnych dniach Bóg przemawiał do Yuna w wyraźny sposób poprzez Słowo. brat Yun nigdy nie lekceważył słów od Pana, choćby z ludzkiego punktu widzenia były one kompletnie niewykonalne. Ale na tym właśnie polega wiara. Dla Boga nie ma przecież rzeczy niemożliwych! I stało się tak, że brat Yun po prostu wyszedł z więzienia, z wiezienia o najostrzejszym dozorze, z którego jeszcze nikomu nigdy nie udało się wydostać. Gdy brat Yun przechodził przez kolejne bramy, które po prostu były w tej chwili otwarte, żaden ze strażników nie zwrócił na niego uwagi. Był jakby niewidzialny. Trzeba też pamiętać o tym, że Yun do momentu ucieczki nie dał rady chodzić i wszędzie był noszony! Bóg w cudowny sposób okazał swoją moc i potęgę! Być może myślisz teraz, że to bajka, i że ktoś to po prostu zmyślił. Faktem jest jednak, że nawet oficjalne śledztwo władz chińskich potwierdziło, że Yunowi nikt w tej ucieczce nie pomógł. Jest też wielu świadków – współwięźniów Yuna, którzy zarówno na łamach książki, jak tez później w innych miejscach, potwierdziło to niesamowite wydarzenie.

 

Brat Musheng: „Miałem przywilej być świadkiem tego, jak brat Yun uciekał z więzienia w 1997 roku, dzięki ręce Pana. (...) Zaświtało mi w głowie, że Yun próbuje uciekać. Natychmiast upadłem na kolana i błagałem Boga, aby ocalił jego życie, gdyż pomyślałem, że strażnicy celowo pozwolili mu wyjść na więzienne podwórze, by go tam zastrzelić. Wspiąłem się do okna w mojej celi i patrzyłem, jak przechodzi przez podwórze i znika za bramą. W tym czasie na podwórzu było prawdopodobnie trzydziestu strażników więziennych, ale żaden z nich nie zauważył ucieczki Yuna! On nawet przeszedł obok kilku z nich!”

 

Brat Xu: „Wierzę, że Bóg zdecydował się uwolnić Yuna w taki sposób, ponieważ władze więzienia kpiły sobie z Pana i z Yuna, kiedy połamali mu nogi. – Chcieliśmy zobaczyć, jak teraz uciekniesz – mówili. Pan zawsze jest gotowy podjąć wyzwanie!

 

W Biblii również mamy takie wydarzenie, w którym nasz cudowny Pan po prostu wypuścił swojego sługę Piotra z więzienia. Ja wierzę, że nasz Pan również w dzisiejszych czasach dokonuje takich cudów, zgodnie oczywiście ze swoją wolą.

 
 

Ostatnią refleksją, jaką chcę się podzielić z Tobą czytelniku, jest pobyt brata Yuna na zachodzie, gdzie udało mu się na jakiś czas wyjechać. To, co zobaczył w Kościele zachodu Yun było dla niego bardzo smutne. Zobaczył mnóstwo zborów pogrążonych jakby we śnie. Wcześniej Yun myślał, że kościół na zachodzie jest silny i żywy, a podczas swojego pobytu dostrzegł, że często przez pogoń za materialnymi dobrami powoduje, że wierzący w kilka lat po nawróceniu, żyją bardzo podobnie, jak przed nawróceniem. W Chinach wierzący nie mają dobytku, który by ich wiązał.

 

„Gdy jestem na zachodzie, widzę potężne budynki i to całe bogate wyposażenie, pluszowe dywany i najnowocześniejsze systemy akustyczne. Mogę jednak zapewnić kościół na Zachodzie z całkowitą pewnością, że nie potrzebujecie budynków kościelnych. Budynki kościelne nigdy nie zapewnią tak oczekiwanego przebudzenia. Pogoń za coraz większą ilością dóbr materialnych nie sprowadzi przebudzenia. Jezus naprawdę miał rację, gdy powiedział: „nie od obfitości dóbr zależy czyjeś życie” (Łuk. 12-15)”

 

Yun jest jednak świadomy tego, że jeżeli w Chinach prześladowania się skończą, to również Chińczycy wpadną w samozadowolenie i zasną... Jednocześnie Yun pisze o swojej wdzięczności tym zborom na zachodzie, które wysyłają misjonarzy w odległe strony świata, które po prostu nie zamykają się w swoich czterech ścianach.

 

Bardzo chciałbym, aby mój zbór był właśnie takim zborem! Bardzo chciałbym móc współfinansować jakiegoś misjonarza, wysłanego z Białegostoku do jakiegoś innego kraju, gdzie ludzie potrzebują Słowa Bożego. Na razie cieszę się z każdego wyjścia do parku. Cieszę się z możliwości głoszenia słowa ludziom w Białymstoku, z których większość niestety nie słyszała jeszcze prawdziwej ewangelii... Tak jak i ja przez 30 lat mojego życia przed nowym narodzeniem...

 

Brat Yun doświadczył na zachodzie czegoś, czego nigdy nie doświadczył w Chinach – prześladowania psychicznego. Został posądzony przez jedną z gazet o to, że jest kłamcą i oszustem. Zrobił to dziennikarz, który nigdy nawet z Yunem nie rozmawiał! Po zdecydowanej interwencji chińskich liderów zapewne gazeta zamieściła jakieś sprostowanie. Brat Yun stwierdził jednak, że ten nowy rodzaj duchowego prześladowania nie był wcale łatwiejszy do zniesienia, niż prześladowania fizyczne! Yun zrozumiał, że na zachodzie chrześcijanie również są  prześladowani, tyle że za pomocą słów.

 

Ten dość długi już artykuł zakończę słowami brata Yuna:

 

„Tak naprawdę to nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale wiem na pewno, kto trzyma moją przyszłość w swoich rękach! Od czasu kiedy Pan mnie zbawił jako nastolatka, moje życie jest jak ekscytująca podróż! Nigdy nie wiem, co czeka mnie za najbliższym zakrętem. (...) Mój Pan Jezus jest najwspanialszym przyjacielem, jakiego możesz mieć. On był i jest tak miłujący, cierpliwy i dobry dla mnie przez tak wiele lat i w tak wielu dolinach życia. (...) Jezusa naprawdę warto poznać. On jest wart tego, by oddać mu całe nasze życie. Jeśli naprawdę oddasz mu swoje życie, nigdy nie będziesz tego żałować. Czy pójdziesz za Nim?”

 

A ja ze swojej strony gorąco zachęcam do kupienia i przeczytania „Człowieka z Nieba”.

 

Amen

 

 

Dopisek z 26 listopada 2012 r.

W rok po moim nawróceniu przeczytałem z zapartym tchem książkę "Człowiek z nieba". Byłem bardzo poruszony opisanymi tam losami brata Yuna i innych wierzących w Chinach.

Dzisiaj nadal wiara i wytrwałość braci i sióstr z Chin są dla mnie wielką zachętą do trwania w Panu i odważnego głoszenia ewangelii. Gdy czytam historie prześladowanych, torturowanych i umierających uczniów Jezusa w odległych zakątkach świata, zastanawiam się, czy moja wiara jest podobna. W Polsce przecież fizycznych prześladowań za wiarę póki co nie doświadczam...

Właśnie skończyłem czytać książkę "Powrót do Jerozolimy". Przypomniała mi ona o uczniach Jezusa z Chin. Jest to lektura na pewno poruszająca i zawierająca wiele smutnej prawdy na temat "śpiącego Kościoła" zachodu. Jednak czytając książkę porównywałem również doktryny tam głoszone z Biblią, szczególnie tę główną - Powrót do Jerozolimy. Niestety, ja takiej wizji nie znajduję w Piśmie Świętym.

 

W książce o tej wizji czytamy:

"Wierzymy, że Bóg powierzył nam zadanie podjęcia ognia z Jego ołtarza i dopełnienia wielkiego nakazu misyjnego przez ustanowienie jego Królestwa we wszystkich pozostałych krajach i narodach Azji, Bliskiego Wschodu i muzułmańskiej Afryki Północnej. Kiedy to się stanie, wierzymy, że zgodnie z Biblią, Pan Jezus Chrystus powróci po swoją Oblubienicę (...). Wierzymy, że ewangelia, która wyszła z Jerozolimy, może okrążyć cały świat i wrócić tam, skąd wyszła - do Jerozolimy! Gdy ogień ewangelii zatoczy krąg wokół naszego globu, Pan Jezus powróci!"

Czytam w Biblii, że ewangelia ma być głoszona na świadectwo wszystkim narodom i wtedy nadejdzie koniec, ale nie czytam tego, że ma ona "okrążyć cały świat i wrócić tam, skąd wyszła". Taka wizja została objawiona niektórym z Chińskich braci, ale potwierdzenia na to w Biblii nie ma...

 

Kolejna rzecz, nie czytam w Biblii, że powtórne przyjście Pana nastąpi dopiero wtedy, gdy "ogień ewangelii zatoczy krąg wokół naszego globu" oraz gdy Kościół z Chin dopełni wielki nakaz misyjny. Za to czytam, że Pan powróci jak złodziej w nocy i wierzę, że to może się wydarzyć choćby za godzinę...

 

W książce czytam:

"Musimy przy tym pamiętać, że nie zjednoczyliśmy się dla samej jedności. Było to zjednoczenie w celu wypełnienia wspólnej wizji od Boga - wizji zaniesienia ewangelii z powrotem do Jerozolimy, dopełnienia wielkiego nakazu misyjnego i przyspieszenia powrotu Pana!"

Wychodzi na to, że czas powrotu Pana jest niejako uzależniony od wizji Powrót do Jerozolimy i czasu jej trwania. Wychodzi na to, że niektórzy wierzący z Chin sądzą, że mogą przyspieszyć powrót Jezusa na ziemię. A co, jeśli ta wizja się nie zrealizuje? Pan nie powróci? Niestety takie twierdzenia są pozbawione biblijnych podstaw.

 

W książce wiele jest miejsca na wyjaśnienie, jak złe są organizacje i struktury, a jaką siłą Kościoła w Chinach jest brak budynków kościelnych, brak wymyślnych strategii, a działania wyłącznie w oparciu o Ducha Świętego i Bożą wolę. I to jest moim zdaniem dobre. Jednocześnie czytamy jednak i to:

"Niektóre miejsca staną się głównymi centrami przygotowania i administracji dla pracowników "Powrót do Jerozolimy". Już realizowane są pewne plany, żeby przygotować siedziby ruchu i centra informacji i modlitwy, gdzie będzie trwała ustawiczna modlitwa wstawiennicza - będą wznoszone prośby o Boże błogosławieństwo w pracy i usunięcie wszelkich demonicznych przeszkód."

Niestety, brzmi to znajomo, mamy podobne zjawiska na "naszym podwórku". Nieprzypadkowo książka ta została wydana przez wydawnictwo „W wyłomie". Pokazuje to także, że im szersze kręgi zatacza ta wizja, tym bardziej ma być ona sformalizowana i sterowana przez ludzi.

 

Idąc dalej, w kilku miejscach książki czytamy, że wierzący w Chinach są gotowi umrzeć za wizję. Czytamy też odezwę do nas:

"Jeśli jesteś gotowy przelać swoją krew i umrzeć za wizję, stajesz się prawdziwym partnerem Kościoła chińskiego w wyprawie na warownie islamu, buddyzmu i hinduizmu."

Kto natomiast neguje tę wizję, porównany jest do człowieka, na którego Pan wylał ducha twardego snu i zamknął jego oczy (przytoczony jest fragment z Izajasza 29).

Nie widzę w Biblii, żebym miał umierać za jakąkolwiek wizję, natomiast mam być gotowy na cierpienia a nawet śmierć ze względu na wiarę w Jezusa Chrystusa.

 

W książce jest opisana historia powstania wizji Powrót do Jerozolimy, która sięga roku 1921 i ruchu pod nazwą Rodzina Jezusa, który jako pierwszy przyjął wizję. Ale już wtedy nastąpił rozłam, doszło do różnych podziałów. W książce czytamy:

"Niektórzy mówią, że był zły [podział], inni wierzą, że stał za nim Pan, ponieważ wizja niedomagała i potrzebny był nowy początek."

W latach 40-ych wizja była znów realizowana, ale znów została zatrzymana - nastąpiły prześladowania. Tak jest to tłumaczone w książce:

"W latach czterdziestych i pięćdziesiątych wizja "Powrotu do Jerozolimy" wróciła na pustynię, żeby oczekiwać na czas, kiedy pracownicy będą lepiej wyposażeni, żeby poradzić sobie z tym ogromnym wyzwaniem."

"Może Bóg zezwolił na udaremnienie początkowych wysiłków ruchu Powrót do Jerozolimy, ponieważ Kościół chiński nie był jeszcze gotowy na przyjęcie tego wielkiego powołania?"

Okazuje się, że Boża wizja może niedomagać, a Bóg coś rozpoczął lecz nie przewidział, że wierzący w Chinach nie byli na tę wizję gotowi. Okazuje się, że Bóg do czegoś powołuje, ale nie wyposaża... Dziwne te tłumaczenia, które pokazują Boga w innym świetle, niż nam Go przedstawia Pismo.

 

Jeszcze jedna niepokojąca rzecz, którą przeczytałem w książce, a która jest jakby pośrednio związana z wizją. Chińscy chrześcijanie wierzą, że za 20, 30 lat całe Chiny poznają Pana! Wierzą, że "otrzymali od Boga upoważnienie, żeby zewangelizować cały kraj i zmienić Chiny w pierwszy prawdziwie nowo narodzony naród chrześcijański w Azji." brrrr.... Tak przynajmniej relacjonuje to czytelnikom współautor książki - Paul Hattaway.

Niepokojące jest też to, jak w książce liczeni są chrześcijanie. Czytamy:

"Szacunkowe dane dotyczące ilości chrześcijan w Chinach różnią się, ale uważam, że liczba między 80 a 100 milionów protestantów jest realistyczna. Do tego należy dodać 12 milionów katolików"

Nie wątpię, że przywódcy w Kościele chińskim wiedzą, co to znaczy być uczniem Jezusa. Jednak Paul Hattaway najwyraźniej tego nie wie. Prawdopodobnie tabele na końcu książki zawierają podobne dane dot. ilości chrześcijan w poszczególnych krajach, a mają one być podstawą do realizacji wizji - czy wysyłać misjonarzy do danego kraju, czy też nie. Gdybyśmy tak liczyli chrześcijan w Polsce, no to mamy prawie samych wierzących i uczniów Jezusa, a ewangelii to już nie ma za bardzo komu głosić. Wiemy doskonale, jak dalekie jest to od prawdy.

 

Rozpisałem się mocno, ale mam nadzieję, że powinienem był to zrobić.

Na koniec dodam, że nasz Pan jest ponad wszelkimi wizjami i jeśli nawet, co najwyraźniej ma miejsce, wizja "Powrót do Jerozolimy" jest ludzką wizją, a nie Bożą, to i tak Pan wykorzysta jako narzędzie każdą osobę, w tym wierzących z Chin, która z wiarą i odwagą głosi prawdziwą ewangelię niezbawionym ludziom. Modlę się o braci i siostry w Chinach, aby byli jak berejczycy i wszystko sprawdzali z Pismem, czy tak się rzeczy mają. Modlę się, aby byli gotowi umrzeć za wiarę w Jezusa, a niekoniecznie za taką czy inną wizję. Modlę się, abyśmy będąc w Polsce równie odważnie głosili Dobrą Nowinę.