"Niesamowity jest Bóg i to, że mamy poprzez Jego Syna przystęp do Niego samego, dzięki ofierze Jezusa Chrystusa. To, że mogłam się narodzić na nowo widzę jako cud i wielką łaskę od Boga, zważywszy na to, co się ze mną działo i jak bardzo byłam związana z kościołem rzymskokatolickim."

Czy można być bliżej Boga, niż we wspólnocie zakonnej? Okazuje się, że tak. Mało tego, będąc w zakonie można w ogóle Boga nie znać... Zachęcamy dzisiaj do przeczytanie świadectwa nowego narodzenia Iwony, która chcąc iść za Jezusem była 5 lat w zakonie. Jednak dopiero po opuszczeniu tej wspólnoty prawdziwie poznała Chrystusa, który przebaczył jej grzechy i sprawił, że stała się dzieckiem Bożym. Mamy nadzieję, że to świadectwo dotrze do wielu osób, również tych, które w swoim odczuciu poświęcają życie Bogu, ale w sposób nierozumny, zamykając się za murami klasztorów, czy skłądając śluby, których Bóg wcale nie oczekuje.

Przeczytajcie zresztą sami!


 

Świadectwo nowego narodzenia Iwony

Niesamowity jest Bóg i to, że mamy poprzez Jego Syna przystęp do Niego samego, dzięki ofierze Jezusa Chrystusa. To, że mogłam się narodzić na nowo widzę jako cud i wielką łaskę od Boga, zważywszy na to, co się ze mną działo i jak bardzo byłam związana z kościołem rzymskokatolickim.

Pochodzę ze wsi spod Białegostoku, z rodziny na wskroś katolickiej, a wręcz dewocyjnej. Wszystkie ściany poobwieszane różnej maści obrazkami, kościół 200m od domu... Byłam związana z kościołem na tyle, że chcąc iść za Jezusem byłam przez 5 lat we wspólnocie zakonnej, opartej na objawieniach św. Faustyny i kulcie obrazu Jezusa Miłosiernego.

Niestety Boga tam nie ma, ludzie zajęli tam Jego miejsce - tzw. przełożeni, czyli lokalni pośrednicy do Boga - kto ich słucha ten słucha Boga - bez komentarza. Czytanie Słowa Bożego - a gdzież tam, lepiej iść na mszę, odmówić 3 różańce, pięć koronek, a potem poznawać i czytać objawienia, bo przecież Jezus się ukazał Faustynie i taki ładny i słynącymi łaskami obraz dał w darze. A jeszcze tzw. medytacja chrześcijańska była codziennie praktykowana - otwieranie się na Boga. Słowo Boże czytało się 15 minut i to nie codziennie, bo wszystko robiło się według ustalonego planu. I bynajmniej cały dzień nie klepało się paciorków – jak się przyjęło ogólnie w myśleniu, ale praca od rana do wieczora z przerwami na posiłki i ustalone modlitwy . I żeby to jeszcze jakoś żyć razem, jak przystało na wspólnotę, ale gdzie tam. Osobiste wojenki między sobą, kłamstwa, obłuda, ale do takiego stopnia, że aż wręcz namacalnie można było dotknąć zła. Jak nie dało się kogoś przerobić na swoją modłę, zaczynało się go niszczyć - i to nie są tylko słowa. Tak dzieje się w przeważającej większości tego typu miejsc - wiem co mówię. Przełożeni mogą kazać robić coś nie po Bożemu, a ludzie to robią myśląc, że wypełniają ślub posłuszeństwa, bo jak go złamią to grzech. Natomiast obrażanie Boga na każdy możliwy sposób dziesiątki razy na dzień jest ok, bo tak każe reguła, czy przełożeni, czy okoliczność. Jak ktoś postępuje jak każą, to jest nagradzany - czy to lepszą pracą, czy otrzymaniem lepszej pozycji w hierarchii zakonnej, czy też najzwyczajniej może cieszyć się tzw. świętym spokojem. Niepokornym, którzy widzą co się dzieje i nie chcą brać za bardzo w tym udziału łamie się psychikę, niszczy się ducha u danej osoby. Niestety, smutna prawda. Odeszłam stamtąd, bo po ludzku nie dało się tam żyć. Łaska Boża, że mnie tam już nie ma i że nic poważniejszego mi się tam nie stało, choć nadal jest wiele do prostowania w moim życiu.

W tym miejscu warto przytoczyć słowa apostoła Pawła do Rzymian. Dotyczą one co prawda Żydów, ale doskonale oddają też to, co się dzieje we wspólnotach zaknnych:

Daję im bowiem świadectwo, że mają gorliwość dla Boga, ale gorliwość nierozsądną; bo nie znając usprawiedliwienia, które pochodzi od Boga, a własne usiłując ustanowić, nie podporządkowali się usprawiedliwieniu Bożemu. Albowiem końcem zakonu jest Chrystus, aby był usprawiedliwiony każdy, kto wierzy. Rzym. 10:2-4

 

Po powrocie do domu, po tygodniu słuchania żalów i krytyki moich bliskich o tym jak wielką hańbę im przyniosłam, przyjechałam do Białegostoku. Z Bożą pomocą udało mi się znaleźć pracę jako opiekunka (którą mam do teraz - opiekuję się babcią u takiej jednej rodziny i mieszkam razem z nimi).

Zainteresowałam się jakiś czas temu teoriami spiskowymi, kosmitami, channelingami, ale po jakimś czasie przypadkowo trafiłam na blog Loża Bez Tajemnic. Tam zaczęłam prostować te wszystkie informacje, jakie wcześniej zdobyłam. Jednocześnie zaczęłam zauważać, jak innym językiem posługują się ludzie, którzy tam piszą. Nie spotkałam się wcześniej z takim patrzeniem na świat, Boga i Biblię. Chciałam też z taką pasją mówić o Bogu i dzielić się Nim, ale widziałam, że we mnie jest jakaś pustka i smutek. Do czytania Słowa musiałam się zmuszać. Zadowalałam się tym, że chodziłam regularnie do kościoła na mszę, do spowiedzi i odmawiałam różańce i koronki. A pomimo tego czułam się daleko od Boga.

Wiedziałam, że coś jest nie tak i jednego dnia Bóg poruszył na dobre moim sercem, pokazał mi ogrom zła jaki popełniałam i stan w jakim byłam. Tego dnia oddałam Mu się na własność, prosząc o zmazanie tego zła, jakie dzięki Jego łasce mogłam zobaczyć. Niesamowite jest to, jak wielką łaskę mi Jezus okazał. Zaczęłam poznawać kłamstwa, w jakich żyłam, choć nie od razu zrezygnowałam z np. chodzenia do kościoła, ale te wybory już mam za sobą - z pomocą Jezusa udało się - jestem wolna. Jest we mnie radość z tego, że jestem Jego dzieckiem i przynależę do Niego. Poznaję Go codziennie i karmię się Nim poprzez Jego Słowo, które jest żywe i pomaga mi widzieć siebie w prawdzie i poznać jak wielki i dobry jest Pan Jezus.

Na innym forum poznałam kilku chrześcijan, między innymi brata Wojtka, który pomagał mi, gdy nie rozumiałam czegoś lub miałam jakieś wątpliwości. Później zrodziło się we mnie pragnienie przyjęcia chrztu. Chciałam już to dawne życie zostawić na dobre za sobą i przypieczętować to, co w we mnie się dokonało. Jednocześnie chciałam chodzić w Bożym Duchu i by On był pierwszy w moim życiu i pomagał mi żyć zgodnie z Jego wolą. Nie chciałam, by grzech i moje złe skłonności wodziły mnie za nos. Chciałam być Jemu poddana i dopełnić tego, co należy według Słowa, a chrzest jest ważny. Ale nie znałam nikogo u siebie, a z tego co mi wiadomo, to w zborach najczęściej chrzest wiąże sie z przyłączeniem człowieka do danego zboru. Na szczęście Wojtek się zgodził i razem z jeszcze jedną rodziną dostąpiliśmy tej łaski.

Mam większą pomoc do walki z grzechem we mnie, nie jest już tak, że bezwiednie wchodzę w zło. Łaska Boża pomaga mi w walce z pokusami. Uczę się na nowo żyć. Tak na dobrą sprawę wszystko jest nowe dla mnie, nawet to, że dzięki łasce Pana mogę poznawać i studiować jego Słowo (bo mimo, że byłam w zakonie, to wcale nie znałam go za bardzo). Dzielę się też Jezusem, nie obchodzą już mnie jak dawniej opinie ludzi, nie mam też takiego lęku o przyszłość, jaki mi ciągle dawniej towarzyszył. Jest we mnie pewność, że moim Panem jest Jezus i że już nie ja o sobie stanowię, bo On mnie wykupił z tego świata i od trosk, jakie mnie pochłaniały. Najważniejsze stało sie dla mnie poznawanie Go, trwanie w Nim i w posłuszeństwie Jego Słowu. Naprawdę mam Bogu za co dziękować.

Po przyjęciu chrztu Pan włożył mi na serce pragnienie wspólnoty, to by mieć społeczność z innymi braćmi i siostrami w wierze (brat Wojtek mieszka w Opolu i silą rzeczy to nie było to, choć kontakt z nim i z tą drugą rodziną z jaką wspólnie przyjmowałam chrzest utrzymuję). Wcześniej miałam opory w tym, bo cały czas miałam przed oczyma tamtą wspólnotę zakonną i bałam się, że będzie po prostu tak samo, ale Pan uzdrowił we mnie i to. Dzięki Jego łasce trafiłam na społeczność, w której usługuje brat Darek. Cieszę się, że na nią trafiłam, że możemy razem spotykać się i wspólnie pochylać sie nad Słowem Pana, dzielić się tym co nasz Pan czyni w nas i co nam pokazuje.

Napisałam to wszystko, bo chciałam podzielić się tym co Jezus uczynił dla mnie i jak zmienił moje życie.